Seria Halo ma swoich zwolenników którzy cenią sobie jej klimat, grywalność i fabułę. Przeciwnicy tej gry wytykają palcem infantylność historii, przeciętną grafikę i fakt, że walka z obcymi przypomina strzelaninę typu paintball. Osobiście należę do tej drugiej grupy, jednak O.D.S.T. ma w sobie coś co przykuło mnie do konsoli na długie godziny i zmuszony byłem przyznać po części rację zwolennikom kosmicznej sagi.

Główny atut to klimat który tworzy oprawa graficzna. Rozgrywce toczącej się w miastach towarzyszy architektura rodem z Akiry. W tej legendzie mangi miasta były podobnie posępne, bajkowe, przerażające i wyludnione. Osobom nie zaznajomionym z tym filmem podsunę inny obrazek. Wyobraźcie sobie, że spacerujecie po wyludnionym mieście z Łowcy Androidów, które przykryto delikatnym niebieskim filtrem. Grafika nie jest oczywiście foto raelistyczna, ale klimat jest te sam.

Graficzna strona tej produkcji jest na tyle mocna ze ciągnie w górę banalną fabułę opowiadającą o losach zagubionego w trakcie desantu żołnierza. Jego perypetie ilustrowane utrzymanymi w nastroju industrialno apokaliptycznymi filmami mogę wciągnąć do gry największego przeciwnika Halo. I wciąga do tego stopnia, że nie będąc fanem serii uważam, że ODST to jej najlepsza odsłona. W przeciwieństwie do poprzednich edycji jest to pełnokrwista strzelanka.

Minusy? Jeśli miałbym się czepiać wskazał bym na sterowanie. Brak stałego kucnięcia i konieczność ciągłego trzymania odpowiedzialnego zań przycisku bardzo utrudniają walkę. No i jeszcze jedno. Pomimo rewolucji wizualnej Halo 3 potyczki z Obcymi wciąż do złudzenia przypominają paintball.

Platforma: Xbox 360
Cena: 150 PLN
Ocena: 5/5