Grand Theft Auto 4 to gra która doprowadza do szału całe rzesze ludzi. Pecetowcy nie dość że musieli długo czekać na jej premierę to dodatkowo dostali półprodukt. Gra długo nie działała jak trzeba, miała niesamowite wymagania sprzętowe, stając się szybko tytułem na pecetach zapomnianym.

Wersja konsolowa którą GTA 4 debiutowała na rynku też miała swoje przeboje. Xboxowcy pół roku czekać musieli na jej konwersję na PS3 bez której nie mogła odbyć się wspólna premiera tytułu. Wersja dla Sony miałą też nieznacznie gorszą grafikę co denerwowało tamtejszych funbojów.

Potem przyszedł czas premiery dodatku zatytułowanego Lost And Damned który ponownie podniósł ciśnienie graczy. Okazało się, że został stworzony jedynie na Xboxa co w zrozumiały sposób podniosło ciśnienie peesowcow. Jakby tego było mało dystrybucję tytułu przerzucono na barki Xbox Live systemu który jest niedostępny w Polsce. Wściekłości właścicieli polskich kont towarzyszył rechot tych którzy oszukując system założyli konta w Anglii i mogli bez problemów zassać upragniony dodatek. Jednak i ich miało dopaść zdenerwowanie. Dzieje się tak za sprawą kolejnego dodatku pod tytułem The Ballad of Gay Tony który został zapakowany w jedno pudełko z poprzednim, i wystawiony na sprzedaż za połowę ceny całości. Ci którzy wydali kasę na Lost And Demned mogli się wściec.

Grand Theft Auto: Episodes from Liberty City, bo o tej pozycji mowa w poprzednim akapicie zdaje się zamykać historię wścieklizny wywoływanej przez czwartą odsłonę serii. Oczywiście można by wyliczać kolejne zdenerwowane osoby. To organizacje walczące o prawa mniejszości seksualnych, którym nie podoba się postać homoseksualisty Tonego. No i oczywiście banda prawników którzy od lat starają się blokować kolejne premiery GTA krzycząc o walce z przemocą. Ci doszukaliby się zgubnych treści i homofonii nawet w pasjansie wiec pomińmy ich postacie milczeniem.

Co pozostaje zwykłemu graczowi, którego nie zdenerwował żadnych z przedstawionych powyżej powodów? Grać!!! Bo Episodes from Liberty City to cudna zabawa pozwalająca zapomnieć o tym, ze na świecie żyją miliony frustratów.