W „Myśli Narodowej” (nr 3/1936) pisano o chłopach: „Dół jest dołem i w życiu narodu pełni przede wszystkim funkcje biologiczne”. Dla marksistów chłopi byli „workiem kartofli” (Karol Marks), „apatią i potęgą bierną” (Fryderyk Engels), którą trzeba „wyrwać z izolacji i ogłupienia”, zaś program agrarny (Karl Kautsky) przewidywał „zabicie chłopskiej duszy” i umocnienie jej „proletariackiego” charakteru. Kiedy czyta się współczesne teksty o polskiej wsi, można odnieść wrażenie, że niewiele się w tej materii zmieniło.

Dobrym przykładem jest artykuł Cezarego Łazarewicza „Chłop w zaniku” („Polityka” nr 38/2008). Wiele w nim sformułowań, które w stosunku do innych grup społecznych wydałyby się, oględnie rzecz ujmując, mało stosowne, ale w stosunku do rolników wolno prawie wszystko. Autor w poważnym tekście publicystycznym o polskich chłopach pisze tak: „4 miliony zbędnych chłopów… Chłopi jako balast… Chłopi jako tykająca bomba społeczna… Chłopi muszą zniknąć… 10,5 miliona polskich chłopów wkrótce zniknie… Chłop to facet w gumofilcach stojący pod sklepem GS… Rolnicze niedobitki na wymarciu…”.

Nawet w tych kilku sformułowaniach tkwi merytoryczny błąd – dlaczego „ma zniknąć 10,5 miliona polskich chłopów”, jeśli GUS podaje, że w rolnictwie pracuje ich ok. 2,2 miliona?

Ta rozbieżność między uprzedzeniami autora a faktami jest równie widoczna w uroczym artykule Janusza Majcherka („Gazeta Wyborcza” 26.03.2009 r.) „Wsi zacofana, wsi niewesoła”. Liczba mieszkańców wsi (prawie 40 proc.) jest zdaniem Majcherka „zatrważająca”, chociaż nie jestem pewna, czy podobnie „zatrważa” go ekonomiczny tygrys UE, czyli Irlandia, z 39,6 proc. mieszkańcami wsi, podobnie Finlandia (39,1 proc.), Portugalia (44,4 proc.) czy Słowenia (49,2 proc.).