Ta gra miała wnieść nową jakość do elektronicznej. Zapowiadano ją jako pierwszy tytuł który połączy w sobie poważną literaturę ze świetną grywalnością. Czy warto było czekać?

No cóż. Pod względem scenografii, jakości grafiki, dźwięku ta gra rzeczywiście jest rewolucyjna. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że Dante, autor Boskiej komedii z pewnością zachwyciłby się wizualizacją jego prozy. W trakcie rozgrywki oczy atakowane są monumentalnym gotykiem otoczonym piekielnym ogniem i lawą. Przeciwnicy także prezentują się nad wyraz dobrze. Elementem który we wspaniały sposób buduje nastrój, łącząc blisko tysiącletnią książkę z dzisiejszymi czasami są przerywniki filmowe. Średniowieczne ryciny i rzeźby płynnie przeistaczają się w komiksowe kadry rodem z teledysków KMDFM czy okładki do płyty King for a Day… zespołu Fight No More. Podkładem dźwiękowym do całości są stylizowane na średniowieczne chorały. Strona audiowizulana Dante’s Inferno wbija w ziemię i nie pozwala na oddech. Tym większym zaskoczeniem jest, że sama gra to… slasher. Do tego banalny i niesamowicie wtórny.

Rozgrywka opiera się na mordowaniu setek przeciwników. Jedynym łącznikiem gry z książką jest konieczność zwyciężenia piekielnych przeciwników. Odbywa się to jednak za pomocą mało przystających do prozy narzędzi i sposobów. Nasz bohater fika kozły, obala przeciwników na ziemie uderzeniami kos, młotów i mieczy wykorzystując przy okazji arsenał czarodziejskich mocy. Przyznam, że rozgrywka w Dante’s Inferno mocno mnie osłabiła. I to z paru powodów.

Po pierwsze. Gatunek slasherów przeżywa ostatnio renesans. Dante’s trafia na rynek krótko po doskonałym Darksiders i niesamowicie oryginalnej Bayonettcie. Ten pierwszy tytuł też czerpał zresztą z klasyki grozy jaka jest Apokalipsa św. Jana. Granie kolejny miesiąc z rzędu w rzeźnię opartą na identycznych zasadach co poprzednie tytuły wydaje mijać się z celem. Chyba jedynie wyznawcy tego gatunku będą w pełni usatysfakcjonowani. Jednak fakt, że Dante’s nie wnosi nic nowego do sposobu walki działa na jego niekorzyść.

Po drugie: Mam wrażenie, że Electronic Arts ma albo za dużo pieniędzy, albo kiepskich analityków. Nie dalej jak trzy miesiące temu firma ta wypuściła na rynek grę Brutal Legend. Ta oryginalna pod względem rozgrywki, pomysłów produkcja miała pewien feler który przesądził o zaszufladkowaniu jej jako gry “kultowej”. Czyli nieczytelnej dla szerokiego grona odbiorców. Felernym elementem była beznadziejnej jakości grafika, która konkurowac mogła jedynie z fabułą tej gry. Co ciekawe akcja obu omawianych tytułów rozgrywa się w piekle. Połączenie rozwiązań technicznych, zaskakujących zwrotów akcji Brutal Legend z doszlifowaną do perfekcji grafiką i podkładem fabularnym Dante’s Inferno  mogło zaowocować grą roku. Tak się nie stało i w finale na pólkach sklepowych wylądowały dwa przeciętne tytuły.

Powyższą sytuację tłumaczy w pewien sposób ciekawy fakt. Za powstaniem Dante’s Inferno odpowiadają te same osoby które ponad rok temu stworzyły jeden z najoryginalniejszych kosmicznych horrorów w historii nie tylko gier, ale i SF. Mowa oczywiście o Dead Space które obok Mirrors Edge było próbą złamania licznych konwencji, sposobu grania i myślenia jakie pokutują wśród graczy i autorów gier. Obie gry wyszły spod skrzydeł Electronic Arts, obie zebrały doskonałe recenzje i obie poniosły komercyjne porażki. Być może ten aspekt spowodował, że autorom Dante’s odechciało się wysilać?

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop