Tajemnica AlexandryAleksandra, to znudzona życiem laska, pozbawiona własnego zdania czy jakichkolwiek zainteresowań.

Czuje się niedoceniana, niezaspokojona, itd. Nagle stwierdza ze musi tupnąć nóżką. Jako, że jest kobietą, a te oczywiście są z difolta biedne i pokrzywdzone, nie popełniają błędów, ta też nie szuka w sobie zachowań będących przyczyną kryzysu jej małżeństwa. Postanawia dać nauczkę samcowi i mu udowodnić, że jest oschły, zimny, egoistyczny pozbawiony emocji.

Fakt, że jedynym jego grzechem jest to że ciężko pracuje na swoją rodzinę żeby zapewnić jej byt, nie ma oczywiście żadnego znaczenia. Po powrocie do domu powinien skakać wokół baby która cały dzień siedzi w domu i nudzi się jaki mops w czasie gdy dzieciaki są w szkole.

Jako, że w bezpośredniej rozmowie, koleś spokojnie by się wybronił ze wszystkich zarzutów, a babka boi się stanąć twarzą w twarz z własnymi majakami, Alex znika z bazy razem z dzieciakami, zamyka zmyka męża w domu i zmusza do oglądania jej wynurzeń na ekranie telewizora z którego płynie nagrana przez połowicę litania żali.

Facet siedzi w potrzasku i chcąc nie chcąc zapoznaje się z tajemnicami swej żony. A te są niezwykle smakowite:

Alex stwierdza na przykład, że ma raka piersi. W rzeczywistości to nieprawda, ale przecież to świetny dowcip po którym mężulek powinien się zanieść gromkim śmiechem.

Alex puka się za kasę z facetami. Powód? Mąż jej nie pragnie!!! Co prawda się do niej dobiera ale chodzi mu tylko o seks, i jako klasyczny samiec, nie zważa na skomplikowaną jak budowa cepa psychikę głównej bohaterki. Z pewnością kolesie którzy rżną ją za kasę okazują jej wiele emocji i uczucia

itp… itd…

Pani Anita Piotrowska recenzując ten film w Tygodniu Powszechnym pisze:

Oglądając ten katalog tortur, słuchając przy tym głosu ich sprawczyni, zastanawiamy się, jak wielka musiała być desperacja tej kobiety, jak krańcowe musiało być jej szaleństwo

Ja mam inne pytanie: czemu jej “desperacja” ani na chwile nie nakazała jej obić biczem własnej dupy?

Jak bardzo musiała być osamotniona przez wszystkie te lata, by z takim uporem, a zarazem perwersyjną fantazją, upokorzyć życiowego partnera.

To banalne, zawsze łatwiej jest szukać winy w innych. Wobec innych jesteśmy bardziej bezlitośni niż wobec siebie.

Ktoś zapyta, czy zemsta, którą zgotowała małżonkowi, jest proporcjonalna do jego winy.

Jakiej kurwa winy spytam. Czy facet który za wszelką cenę starał się stworzyć swojej rodzinie podstawy bytu, mający za partnerkę bezpłciową emocjonalnie i intelektualnie kretynkę z wybujałymi ambicjami skrytymi za miną zbolałej, obitej własną indolencją suki, mógł zrobić coś więcej dla ich potomstwa niż ciągnąc ten cyrk dalej?

Oczywiście mógł kopnąć cały ten interes w tyłek, znaleźć sobie kochankę, zacząć nowe życie. Wyszedł by wtedy na niezłego skurwiela, ale de facto w tym filmie i tak robi się z niego niezłego palanta.

Jaki los czeka wreszcie ich dzieci – uwolnione co prawda z fałszywego ciepełka, ale teraz skazane na życie z kobietą reagującą w sposób ekstremalny.

Chuj z dziećmi, przecież oczywistym jest że lepiej jej będzie z ekstremalnie wrażliwą matką niż z niewrażliwym ojcem, który jedyne co stworzył to „fałszywe ciepełko”. Dzielna matka z pewnością stworzy im prawdziwe piekiełko, i należy cieszyć się z faktu, że rozbestwione szczyle poczują na dupach bat rzeczywistości miast pławić się w naiwności dzieciństwa. ciekawe czy mamusia zapoda sobie podobną kurację? Stawiam na to, że ne mając pod ręka męźa zacznie swoje żale leczyć na dzieciach.

Ja osobiście niczego z tego filmu nie wyniosłem. Od strony fabularnej jeszcze jakoś jest do zniesienia. Cała historyjka wali się jednak niczym bloki z PRL, za sprawą obsady.

Faceci występujący w tym filmie to cipy, które dają się robić na prawo i lewo kobietom. Główna bohaterka, która w zamyśle miała być biedną, pokrzywdzoną i obitą przez los babką, grana jest przez jakąś heterą po której widać ze na śniadanie pożera surowe mięso polane tabasco. Jakim więc cudem taka bestia dała się zapędzić do roli sprzątaczki misiowi który jest jej mężem? To się kupy nie trzyma.

Jest jeszcze jedna rzecz której po tym filmie całkiem nie kumam. Przez cały seans dawałem sobie głowę uciąć, że to kolejny feministyczny bełkot, mający pozytywnie podrażnić suche łechtaczki pasztetów, które swój brak sexapilu tłumaczą bogatym wnętrzem i szowinistycznym męskim światem, który niedocenia ich głębokich umysłów.

Tymczasem reżyserem tego działa jest… facet. I w tym miejscu łapy całkiem opadają. Masochista? Pedał? A może w dzieciństwie gwałciła go matka?

Alexandra’s Project (Australia, 2003)
Dramat
czas 103 min.

Reżyseria: A. John Graves
Scenariusz: Rolf de Heer
Obsada:
Gary Sweet – Steve
Helen Buday – Alexandra
Bogdan Koca – Bill
Jack Christie – Sam
Samantha Knigge – Emma