Minimal Bros: Czy powrót do prymitywu (back to the primitive) to jakaś większa akcja czy tylko tekst utworu? Kryje się za tym coś głębszego?
Max Cavalera: To kontynuacja mojej pracy, bardzo lubię Primitive. Pierwszy album Soulfly był swoistego rodzaju rozliczeniem się z demonami związanymi z pracą w Sepulturze i smiercią Dany.Primitive to zupełnie inne brzmienie, swoista kontynuacja mojej pracy – bardziej ekscytująca pod względem artystycznym.
Minimal Bros: Dlaczego przeniosłeś się z Brazylii do Stanów?
Max Cavalera: Przede wszystkim dla dobra mojej rodziny. Chcę dać moim dzieciakom to, czego ja nie miałem. Szansę poznania innego, lepszego stylu życia, bo jednak tam, gdzie teraz mieszkamy, żyje się lepiej niż w Brazylii. Ta przeprowadzka była więc czymś w rodzaju poświęcenia dla moich dzieci. Poświęcenia? Dokładnie – przecież ja kocham Brazylię. Gdybym miał wybór, wolałbym mieszkać właśnie tam. Dlatego nazywam to poświęceniem.
Minimal Bros: Lubisz punka?
Max Cavalera: Bardzo!
Minimal Bros:Cała ostra muzyka, jaka teraz rozwija się na świecie, tak naprawdę miała swój początek w rewolucji punk rockowej. Czy widzisz te powiązania z korzeniami punka w swojej muzyce czy też jest to już tak dalekie powiązanie, że na to nie zważasz?
Max Cavalera: Wychowałem się na metalu i punk. Sex Pistols, Discharge, GBH, English Dogs są moimi najbardziej ulubionymi kapelami. Ostre brzmienie Soulfly i Seputury to z pewnością mieszanka punkrocka i hard core. Dlatego tak wielu fanów hard core również lubi Sepulturę i Soulfly bo oba zespoły pozostają pod wpływem tego rodzaju muzyki.
Minimal Bros: Czy w dalszym ciągu jest szansa na taką światową rewolucję, jaka miała miejsce w latach 70 – tych? Szansa na to, że ludzie wyzbędą się potrzeby słuchania kaszany i zaczn± szukać tego, co w muzyce jest istotne naprawdę?
Max Cavalera: Nie sądzę, żeby pewni ludzie zaczęli słuchać lepszej muzyki, mam jednak nadzieję, że może, choć część z nich zmieni swoje preferencje. Kasza jest ludziom dostarczana przez MTV i inne komercyjne stacje, ludzie
są już przejedzeni takimi wykonawcami jak Britney Spears, Backstreet Boys i resztę tego gówna, które powiększa się z każdym kolejnym rokiem.
Ale dla mnie to się wogóle nie liczy, to jest zupełnie inna planeta niż ta, na której ja żyje. Ja wciąż uwielbiam słuchać hard core, hevy metal, rock i punk i ta muzyka wcale nie jest martwa – przeciwnie, teraz jest żywsza niż kiedykolwiek, staramy się trzymać ją przy życiu.
Minimal Bros: Jak można sprawić, żeby ta planeta się rozrastała? Żeby coraz więcej ludzi ceniło prawdziwe wartości?
Max Cavalera: … Cóż, sądzę, że najważniejsze jest to, żeby nie zapominać o korzeniach, o zespołach, które te wartości tworzą. Ja osobiście staram się nie przestawać słuchać dobrych kawałków, nawet jeżeli powstały 20 lat temu. Nie odchodzę od tego, co kocham.
To muzyka, którą cenię i której oddaję hołd każdego dnia. Tworz±c nasze utwory, pamiętamy o tym, co stanowi podstawę naszej sztuki – zdajemy sobie sprawę z tych wpływów i pielęgnujemy je, żeby wciąż pozostawały żywe. No, i oczywiście, codziennie gramy, żeby zyskać więcej fanów.
Im szersze będzie ich grono, tym lepiej. I jeżeli istnieje taka możliwość, żeby “przekabacić” choćby jedną osobę tak, żeby przestała słuchać Backstreet Boys, a zaczęła Soufly albo Deaf Tong, czy innych wartościowych kapel, to jest to zwycięstwo. Nawet, jeśli chodzi o jedną jedyną osobę.
Minimal Bros: A czy dobrym sposobem nie jest mieszanie tego, co najlepsze w modnym teraz brzmieniu z elementami heavy metalu i hard core, czy hip hopu? Czy to nie przyciągnęłoby fanów?
Max Cavalera: Tak, sądzę, że to mogłoby przyciągnąć ludzi, dlatego, że jest mnóstwo ciekawych kawałków, na przykład hip hopowych, które można z powodzeniem zmiksować z mocnym brzmieniem. Na płytach Soufly lubię mieszać hevy metal z hard core, reggae, a nawet spiritual, perkusja i tribal. Przesłanie Soufly jest eksperymentalne, ale mocne brzmienie jest po prostu mocne i nigdy nie wymięka.
Minimal Bros: Co to znaczy “pocha”? (śmiech)
Max Cavalera: … Pocha… (śmiech)
Minimal Bros: Praktycznie na każdej twojej płycie, słychać to słynne: “pocha”…
Max Cavalera: (śmiech) Pocha to jak “fuck”, jak “shit”. Właściwie nie da się tego przetłumaczyć. Można powiedzieć, że najlepszym jego synonimem jest angielskie “cum”. Ale tak naprawdę nie da się tego przetłumaczyć. W każdym razie jest to przekleństwo
Minimal Bros: Czy chcesz, żeby Twoja córka poznała tę muzykę? I te słowa? (śmiech)
Max Cavalera: Pewnie, uczę moje dzieci “brzydkich” słów po portugalsku. Przecież i tak by je poznały. To tak, jak w Ameryce mówi się “shit” albo “damn” lub “bastard”. To tylko słowa. Myślę, że to nawet zabawne. Sam chciałbym poznać jak najwięcej tego typu określeń w różnych językach. Może ktoś mnie nauczy czegoś pikantnego po polsku? (śmiech)
Minimal Bros: Właśnie znalazłeś nauczyciela (śmiech). Jeżdżąc po świecie obserwujesz i spotykasz się z wieloma ludźmi… Wiadomo, istnieją przepaści pomiędzy krajami, a sami fani wywodzą się z całkiem różnych środowisk? Jak to wygląda? Czy wpływa to na czytelność muzyki wśród odbiorców?
Max Cavalera: Nie, nie sądzę. Fani muzyki tego rodzaju są ludźmi, których łączy wręcz fanatyczna lojalność. To coś, co w nich uwielbiam. Zdarza się, że są dobre, popularne kapele, które jednak nie mają tak zwanej “bazy” fanów. Na przykład Limp Bizkit Podoba mi się, że Soulfly nigdy nie straci swoich fanów – oni są po prostu obsesyjnie wierni – zaangażowani, tatuaże, fanatyzm. Szanuję ich i staram się zawsze dać im to, co najlepsze – dobrą muzykę i brzmienie za każdym razem lepsze niż poprzednio. Tak samo jest z koncertami – każdy następny musi być lepszy, każda płyta doskonalsza, to bardzo, bardzo ważne. Kocham naszą publiczność. Jest najlepsza.
Minimal Bros:Co sądzisz o kapelach typu Blink 182, kapelach, które są uważane przez media za punkrockowe, a zdobywają laury w popowych stacjach typu MTV?
Max Cavalera: Nie podoba mi się to – dla mnie to już nie jest punk. Dead Kenedys to bardziej punkowe brzmienie, nie dla grzecznych dziewczynek. To było coś! Ale wszystkie te kapele to moim zdaniem nic innego jak pop. Muzyka popularna. One są jak owce która przywdziewają skórę wilka. Skóra spada, a pod nią widać tylko owcę.
Nie podoba mi się żadna z tych kapel. Dlatego właśnie wciąż słucham moich starych płyt – teraz nie ma nic równie dobrego. Myślę, że najbardziej godne zainteresowania są te grupy, które mają jakieś korzenie. System of a Down i Slikpnot, Slayer. Kapele takie jak Blink 128 to nie punk – oni są od tego tak dalecy, że nawet nie wiedzą co punk rock oznacza.
Minimal Bros: Czy fakt, że takie postacie jak Biafra nagrywają muzykę na przykad z Ministry daje nadzieje na to, że rynek muzyczny będzie drążony przez ludzi, którzy wyrośli na ruchu punkowym lat 70-tych i 80-tych i że w dalszej perspektywie coś zmieni się na rynku muzycznym i w sposobie myślenia ludzi?
Max Cavalera: Tak, mnóstwo jest ludzi, którzy łączą muzykę starych, dobrych czasów z najnowszymi trendami, i tworzą coś naprawdę dobrego. Biafra i Ministry – to było ekscytujące. Mocna muzyka przetrwa, przetrwa nawet te gówniane trendy. Przetrwamy, bo nasza muzyka ma w sobie pewien rodzaj głodu – głodu życia. I jest inna, niż cokolwiek poza nią!
Za pomoc udzieloną w trakcie wywiadu dziekuje Monice Kozakiewicz i Markowi Wróblowi

Subscribe
Dobre






