Pięknie. Miałem dziś nie iść do pracy, ale jak głupi zadzwoniłem do redakcji z pytaniem czy nie będę potrzebny i oczywiście okazało się, że jak wpadnę to cos się znajdzie do zrobienia. Wsiadłem w Wołowinę i pognałem do Warszawy. Na miejscu posiedziałem trochę, popracowałem nad jakimiś tekstami, kiedy nagle w drzwiach staje pani z czarnym małym pudelkiem, wręcza je i znika. W kartoniku nowy, pachnący McBook Air …
Karton precz, wyciągam kompa wielkości mojego starego – leżącego w serwisie – McBooka. Wizualnie wydaje sie mniejszy, ale to tylko kwestia sprytnego designu. Wyjście na zasilacz, mniejszy niż w poprzednich wersjach, USB, monitor i słuchawki.
Odpalam system i już wiem ze wolne ładowanie mojego Leoparda to standard, a nie jak mi wmawiano, kwestia upgrejdu Leo na Tigerze. Wlecze sie jak nieszczęście, potem następuje konfiguracja po której odpala sie zajawka systemu i pojawia pulpit.
Z klawiatury, podobnie jak w ostatniej wersji McBooka, zniknęły jabłuszka, podświetlane klawisze są lekko poprzestawiane. Generalne jednak do czynienia mam z tym samym Jabłkiem co w przypadku mojego Maka. Brakuje jedynie większej ilości węjść/wyjść i napędu DVD.
Całość waży tyle co nic – 1,3 kg -, a w połączeniu z wyglądem sprawia wrażenie pustej teczki na dokumenty opatulonej metalową obudową. Ciekawe, czy podobnie jak w McBook-ach Pro, wygina się ona na słońcu. Niestety tego nie przetestuje bo musiałbym późnej za to zapłacić krocie.
Klapka z monitorem stawia opór po ustawieniu w pozycji lekko powyżej 90 stopni od klawiatury. Przy, wynikającym z wymogów całości delikatnym wykonaniu zawiasów juz na pierwszy rzut oka widać, że to nie jest komp do pracy w terenie, a jedynie zabawka do turlania sie w ludzkiej zazdrości po knajpach i spotkaniach firmowych. Parę mocniejszych szturchnięć i całość zaczyna trzeszczeć pod palcami. Twardy dysk typu Flash, który jest mniej podatny na uszkodzenia w standardzie? Zapomnij… Dostaniesz taki za dopłatą ponad tysiąca dolarów.
Oglądam to cudo i miast uniesienia wynikającego z obcowania z nowością widzę jedynie kolejny patent PiaRowy Apple’a. Firma Jobesa sprzedaje ten sam produkt, w nowym opakowaniu, które jeszcze bardziej niż w poprzednich edycjach narażone jest na awarie.
“Coś wisi w powietrzu” – twierdził Jobes przed premierą Air’a. Faktycznie, coś wisi. Jak na mój gust zbliżający sie wielkimi krokami moment w którym sztuczki PR przestana działać, a lud zacznie kombinować jak zainstalować MAC OS na zwykłych Piecach. Zacznie? Juz zaczął…
ps. zaczynam sie bać spotkania z moim iPhonem który – jak Bóg dał, a Łukasz nie zapomniał – pedzi do mnie pocztą…

Subscribe
Dobre







to taki zestaw z mcD?
Niecierpliwie czekam na wyniki testów twych… stoję przed decyzją, którego booka wybrać… trochę mnie ta cienkość Air przeraża…
Jeśli to ma być jedyny Twój komputer, to odradzam kupno AirBooka. To jest świetny sprzęt, ale jako drugi komputer w domu.
Jeżeli masz więcej kasy, kup solidnego MacBooka Pro. Obecna generacja zwykłych MacBooków też nie jest taka zła.
i pamietaj nelka zeby zakupic tez oltarzyk domowy zapewniajacy dobry przesyl feulidow pomiedzy Toba, maszyna a dzialem sprzedazy Apple. :)
a tak powaznie, Air trafil do labo gdzie bedzie sprawdzany. symptomatyczne bylo wczoraj zachowanie Spidera, makowca jakich malo z ktorym razem kult jablka wyznawalismy przez dlugi czas, chlopak oddal Air’a do labo nawet go nie odpalajac bo jak stwierdzil: “boje sie ze cos popsuje”. te slowa w ustach czlowieka ktory jabcoki ma na stanie od ponad 10 lat, pracuje na nich itp chyba najlepiej oddaja jakosc nowego McBooka.
swoja droga nie spodziewam sie rewelacji, bo co niby mozna upchnac w cienkiej na centymert, w najgrubszym miejscu, obudowie, jesli nawet w iMacach zaczeli wsadzac szrot rodem z lapsow ktorego grafika wola o pomste do nieba.
u mnie od wczoraj gosci mac mini na biurku :)
fajny bo maly ale ogolnie mac os x (tiger) z lekka mnie wkurza :)