iPhone, sprzęt który nie schodzi z pierwszych stron wszelkiej maści gazet branżowych, doczekał się programów w telewizji w trakcie których specjaliści od nowinek pieli nad nim zachwyty, w końcu marzenie wielu zwykłych użytkowników. Od trzech dni mam go na stanie i przyznać musze, że już dawno żaden hardware nie wzbudził u mnie tylu emocji. Osobiscie przez ostatnie kilka lat używałem MDA będacego połączeniem telefonu i palmtopa. Ekran dotykowy, odtwarzacz multimedialny i kilka innych bajerów nad ktorymi zachwycaja się ’specjaliści” mam więc porzerobione i nie robią na mnie wiekszego wrażenia. No, ale wiadomo od czego sa specjaliści. Od gadania bzdur w TV oczywiście.

Dzień 1: Pierwszy kontakt i natychmiastowa miłość. Skonfigurowałem sieć, ustawiłem klienta poczty, zassałem kontakty z komputera, zacząłem zabawę. Na pierwszy rzut poszła poczta. Otwieram maila od znajomej, czytam o zamieszkach w Tybecie i odnajduje link do strony na której umieszczone są szczegółowe relacje. Automatycznie otwiera się Safari, ładuje się strona. W pionie jest trochę mało czytelna więc obracam aparat o 90 stopni. Razem z nim obraca się strona pozwalając oglądać się w formacie panoramicznym. Przykładam do ekranu dwa palce, rozsuwam je, witryna powiększa się ślicznie skalując znaki i elementy graficzne. Czysta poezja. Niby opcje te same co na moim wysłużonym MDA jednak przyznać trzeba że dodatki w postaci skalowani a i obrotu dają duży komfort. Plus dla iPhone.

Wchodzę w kontakty. Znajduję namiar na znajomego do którego mam wpaść wieczorem. Klikam na adres, uruchamia się Google Maps i wskazuje gdzie dokładnie mam się udać. Czysta rozkosz i gwizd uznania.

Ikona Install. Kryje się pod nią całkiem spora gromadka aplikacji przeznaczonych dla iPhone które można pobrać za pośrednictwem Internetu. Całkiem za darmo. Większość z nich to do niczego niepotrzebne gadżety typu cymbałki do mantr, proste gry, czy program do śledzenia menstruacji wybranki. Z nich wszystkich wybrałem i zainstalowałem iPrey aplikacje, przeznaczoną dla wyznawców islamu, która o odpowiednich godzinach zaczyna wyśpiewywać głosem imama pieśni ku chwale Allacha. Dodatkowo zapodałem czytnik RSS o nazwie SmartRSS, który w bajecznie łatwy i ładny sposób dostarcza wiadomości z ulubionych stron. Położyłem się do łóżka. uruchomiłem iTunes, odpaliłem najnowsze Nine Inch Nails i oddałem się robieniu prasówki. Żyć nie umierać, czysta przyjemność.

iPhone

Dzień 2: Postanowiłem podnieść system iPhone’a z 1.1.1 do 1.1.4. Za namową Pstryka, odwiedzam stronę http://pl.ziphone.org i zasysam program o analogicznej do adresu witryny nazwie. Następnie podpinam aparat pod laptopa i korzystając z iTunes zaciągam nowy system. Trwało to koło kwadransa, potem dwie minuty na instalacje, trzy sekundy na klikniecie w odpowiednia opcję, i kolejne dwie minuty wymagane przez krakersa do zdjęcia sim locka i blokady systemu. Wuala. Zabezpieczenia nad którymi ludzie Jobsa siedzieli całymi miesiącami poszły w kosz w ciągu niecałych 20 minut. Nic dziwnego że chłopak boi się wyjść ze swoim Mac OS na szersze wody. Mając takich specjalistów nie sprzedałby nawet 1/1000 tego co Zły Bill.

Uśmiech mi nie schodzi z ust, mam spokojna prace… jak śpiewał swego czasu Jarek Janiszewski. No i kiedy radość miała we mnie eksplodować zaczęły się schody. Jadąc samochodem odebrałem połączenie z którego wynikła zmiana moich planów. Poprosiłem rozmówce o podesłanie za pomocą esesmana numeru telefonu do celu moje podróży. Po chwili odebrałem wiadomość i… mało mnie cholera nie trafiła. Opcja SMS w iPhonie nie posiada podstawowej funkcji jaka jest klikalność znajdującego się w treści wiadomości numeru. Taka możliwość dawała Nokia której używałem w 1999 roku, szok spowodowany jej brakiem był więc dość spory. Postanowiłem zwyczajem jakiego nabrałem przy MDA skopiować numer i wkleić go bezpośrednio do telefonu. Szlak trafiał mnie coraz większy bo zorientowałem się, że mega super duper bajerancki sprzęt pana Jobesa nie posiada opcji Copy/Paste. Przypomnę, opcji którą miał od zawsze mój MDA rocznik 2003… jak że byłem już praktycznie u bram celu mojej podróży złapałem sie ostatniej gałęzi jaka mi przyszła do głowy, zacząłem szukać w książce adresowej telefonu do mojego rozmówcy. I tu już ni e szlak, nie cholera, a kurwica jasna mnie wzięła. Lista ponad 200 kontaktów które zassane zostały z mojego komputera pozbawiona została opcji tak banalnej, że wstyd by mi było spytać o nią sprzedawcą. Wyszukiwarki. Owszem mogę sobie palcem po szybce pomazać szukając odpowiedniego kontaktu. Ale nie w ruchu ulicznym!!! I nie przy takiej ilości danych przelatujących przed oczyma w pięknie, a jakże, animowany sposób!!!


iPhone Copy and Paste from lonelysandwich on Vimeo.

Wieczór spędziłem w totalnej frustracji. Dotarło do mnie, że urządzenie o nazwie iPhone ma tyle wspólnego z telefonem co Polonez w samochodem wyścigowym. Brakuje mu wszystkich niezbędnych do utrzymania kontaktów opcji. Dodatkowo jeśli dany numer jest wpisany do książki z przedrostkiem +48 to owszem jest identyfikowany przez telefon, ale już SMS-y przychodzą nie od konkretnej osoby, ale od ciągu liczb. Zmiana polegająca na wykasowaniu owego przedrostka owocuje imiennymi SMS-ami i telefonami rodem z apelu w Auschwitz…

Dzień 3: Wieczorna decyzja obudziła się rano ze zdwojoną siłą. Sprzedaję to dziadostwo. Wi-Fi, przeglądanie stron WWW, dostęp do Google Maps, odtwarzacza muzyki i filmów znajdę w byle jakim MDA. Mało tego będzie miał on świetnie rozwiązany telefon, a całość zsynchronizuje się z lapsem czy innym komputerem równie dobrze jak produkt Jobsa. Dotykowy ekran, „odkrycie Apple’a”, MDA oferuje od blisko 10 lat. Może nie wygląda tak ładnie jak iPhoine, ale do jasnej cholery, sprzęt ma być użyteczny, a nie robić wrażenie. Co ciekawe, większość funkcji których brak doprowadził mnie poprzedniego dnia do szewskiej pasji znajduje się pod wspomnianym przyciskiem Install, w postaci aplikacji stworzonych przez wielbicieli produktu Apple’a. Czemu więc, skoro sa mozliwe do stworzenia,  sprzęt który jest już na rynku od ponad roku ich nie posiada ich w standardzie? I czemu te doinstalowane znikają po zainstalowaniu nowego systemu?

iPhone

 

W wytłumaczenie jakiego dostarczył mi Kufel – ex Apple NY – wierzyć mi się nie chce. Twierdzi on, że jak na jankeskie standardy iPhone to komórka rodem z kosmosu. Ponoć tamtejsza ludność na co dzień korzysta ze szmelcu rodem z Motoroli który technologicznie stoi na poziomie technologicznym z roku 1992. Uwierzycie? Bo ja nie… nie oni, nie naród techlnolgiami płynący. W koncu to oni wymyślili bombę atomową!!!

PS. Ponoć na początku maja ma pojawić się nowy firmware sygnowany cyferką 2 który zlikwiduje wszelkie trapiące mnie dolegliwości. Poczekam, ale jeśli to kolejna ściema firmy Apple, to przysięgam, że już nigdy nie kupie żadnego produktu z logiem jabłka.

iPhone

Plusy: wygląd, skalowanie okna przeglądarki, wbudowany iPod, automatycznie poziomowanie obrazu, system operacyjny oparty o Mac OS.

Minusy: brak opcji copy/paste, brak wyszukiwarki kontaktów, brak klikanych SMS, brak możliwości forwardowania SMS, brak możliwości kasowania pojedynczych SMS, beznadziejnej jakości aparat fotograficzny, brak opcji zoom w aparacie fotograficznym, brak kamery, brak GPS, brak MMS, brak Flash-a, beznadziejna klawiatura obliczona na palce 12 letniej dziewczynki, błąd słuchawki która po wyjęciu zawiesza głośniki telefonu.

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop