Mam kolejny powód żeby nie lubić ruskich. Parę dni temu odwiedziłem przemiłego młodzieńca zajmującego się nawigacjami, zabezpieczaniem aut i temu podobnymi duperelami.

Umówiłem się z nim na jutro w celu uruchomienia firmowo zainstalowanego systemu VDO Dayton, dodaniu do bolidu gniazd usb pozwalających na odpalenie dysku twardego z muzyką i zabezpieczenia przed kradzieżą mojej nowej pociechy zwanej dalej Suczką.

Przemiły młody człowiek na dzień dobry poinformował mnie, że S. jest jednym z ulubionych celów naszych złodziei. Na dowód tego wskazał wyłamany zamek od strony kierowcy. Zdębiałem, bo jeszcze dwa tygodnie wcześniej zamek działał, a że używam głownie pilota w życiu bym nie zaważył jego braku.

Dziś odkryłem powyciągane kable od stacyjki, oraz brak dynksów osłaniających śruby kierownicy. Ewidentnie ktoś siedziąl w środku i próbował odpalić moje cudo.

Czemu nie lubię ruskich? Otóż nikt już u nas nie kradnie aut na nasz rynek. Ot, co bardziej wypasione fury lądują za naszą wschodnią granicą gdzie prawo nie funkcjonuje, a na pomyśl sprawdzenia numerów silnika i nadwozia nie wpada nawet tamtejszy Szerlok Łotson. Bo na chuj skoro 70% tamtejszych aut z wyższej półki pochodzi z “niezależnego” importu, czytaj “jest owocem walki z kapitalistycznymi świniami z zachodu”.

Dzicz…