Nie dalej jak miesiąc temu w mediach wciąż trwała ożywiona debata na temat skandalicznych pozycji książkowych na temat prezydenta Lecha Wałęsy. Największe autorytety dziennikarskie rwały włosy z głowy oburzając się na kalanie wizerunku, niszczenie autorytetów, psucie debaty, grzebane w szambie przeszłości itp. Słuszne, pełne troski o dobro Polski głosy trafiały do mego serca szerokim strumieniem. Z obrzydzeniem patrzyłem nie tylko na IPN, ale i na pana Michnika i jego Gazetę Wyborczą która u zarania naszej młodej demokracjiopisywała Największego Elektryka jako antysemitę, faszystę, dyktatora, chama, prostaka i intelektualne dno.
Na szczęście Gazeta opamiętała się w połowie lat 90-ych i dziś już każda sprzątaczka na Czerskiej wie jak wielką postacią jest Lech Wałęsa. Wciąż pozostają jednak niedobitki zacofanych, pisowskich watah w IPN. Ale przyjdzie kryska na Matyska myślałem sobie wierząc, że polityka miłości obecnego rządu zmiecie w niebyt ten wstydliwy element naszej rzeczywistości.
Z tym większym zdziwieniem, graniczącym z oburzeniem przeczytałem w ostatnim Dzienniku:
Zachowanie Wałęsy jest tak nieodpowiedzialne jak wtedy, gdy chciał wysłać depeszę gratulacyjną do Janajewa po puczu moskiewskim.
Tekst podpisany był nazwiskiem redaktor Moniki Olejnik. Oczywistym jest pomyślałem, że pani redaktor nie ma z nim nic wspólnego, a jej podpis został sfałszowany przez pisowskich podżegaczy. Kiedy jednak wieczoram wączyłem telewizor, a wraz z nim najbardziej miarodajny, niezależny i uczciwy program publicystyczny w historii III RP prawda okazała się jeszcze bardziej bolesna. W studio przebrany za redaktora Tomasza Lisa osobnik przez dobre pól godziny rugał, wyśmiewał, pouczał prezydenta Lecha Wałęsę jak być prawdziwym Polakiem. Czyż to nie przerażające! Pisobolszewia dokonała niespodziewanego kontrataku. Najwyraźniej porwała elity naszego kraju zastępując je doskonale podrobionymi klonami i pluje, pluje, pluje na jedyny, ostatni, prawdziwy autorytet, ikonę i bohatera jaki nam pozostał.
Jeśli dodać do tego program rozrywkowy zatytułowany Debata w którym siedząca naprzeciw dwóch nakręconych marionetek kukła upodobniona do premiera Tuska ruszała ustami do nagrania z przemówienia stoczniowego Edwarda Gierka i złośliwy komantarz dzienikarzy Onetu – cytat - Dwaj związkowcy, którzy uczestniczyli wieczorem w Gdańsku w debacie z premierem Donaldem Tuskiem, są zadowoleni z rozmowy z szefem rządu- koniec cytatu - sprawa staje się chyba jeszcze bardziej oczywista.
Koniec świata już blisko.

Subscribe
Dobre







a co to je pisowska wata?
a tam cicho byc :)
swoja droga majac na mysli etyke mediow, ciekaw jestem jak sie zachowaja opisujac odkrycie”brakujacego ogniwa”. czy ktos odwazny potrafil bedzie napisac ze to glupstwo, ze powieszane na scianach rzeczy nie ozywaja itd.
czy zyjemy w piaskownicy?
przyszlą wyplate trzeba bedzie wydac na prasowki by moc spokojnie zyc we wlasnej muszelce… mam nadzieje ze to w tym pomoze. powodzenia!
ominalem szerokim lukiem “brakujace ogniwo” na kilometr smierdzialo mi Kodem Leonarda :) wiec mam w d. co o nim napisali geniusze z portali.