May
5

Kontrrewolucja

Nie dalej jak miesiąc temu w mediach wciąż trwała ożywiona debata na temat skandalicznych pozycji książkowych na temat prezydenta Lecha Wałęsy. Największe autorytety dziennikarskie rwały włosy z głowy oburzając się na kalanie wizerunku, niszczenie autorytetów, psucie debaty, grzebane w szambie przeszłości itp. Słuszne, pełne troski o dobro Polski głosy trafiały do mego serca szerokim strumieniem. Z obrzydzeniem patrzyłem nie tylko na IPN, ale i na pana Michnika i jego Gazetę Wyborczą która u zarania naszej młodej demokracjiopisywała Największego Elektryka jako antysemitę, faszystę, dyktatora, chama, prostaka i intelektualne dno.

Na szczęście Gazeta opamiętała się w połowie lat 90-ych i dziś już każda sprzątaczka na Czerskiej wie jak wielką postacią jest Lech Wałęsa. Wciąż pozostają jednak niedobitki zacofanych, pisowskich watah w IPN. Ale przyjdzie kryska na Matyska myślałem sobie wierząc, że polityka miłości obecnego rządu zmiecie w niebyt ten wstydliwy element naszej rzeczywistości.

Z tym większym zdziwieniem, graniczącym z oburzeniem przeczytałem w ostatnim Dzienniku:

Zachowanie Wałęsy jest tak nieodpowiedzialne jak wtedy, gdy chciał wysłać depeszę gratulacyjną do Janajewa po puczu moskiewskim. 

Tekst podpisany był nazwiskiem redaktor Moniki Olejnik. Oczywistym jest pomyślałem, że pani redaktor nie ma z nim nic wspólnego, a jej podpis został sfałszowany przez pisowskich podżegaczy. Kiedy jednak wieczoram wączyłem telewizor, a wraz z nim najbardziej miarodajny, niezależny i uczciwy program publicystyczny w historii III RP prawda okazała się jeszcze bardziej bolesna. W studio przebrany za redaktora Tomasza Lisa osobnik przez dobre pól godziny rugał, wyśmiewał, pouczał prezydenta Lecha Wałęsę jak być prawdziwym Polakiem. Czyż to nie przerażające! Pisobolszewia dokonała niespodziewanego kontrataku. Najwyraźniej porwała elity naszego kraju zastępując je doskonale podrobionymi klonami i pluje, pluje, pluje na jedyny, ostatni, prawdziwy autorytet, ikonę i bohatera jaki nam pozostał.

Jeśli dodać do tego program rozrywkowy zatytułowany Debata w którym siedząca naprzeciw dwóch nakręconych marionetek kukła upodobniona do premiera Tuska ruszała ustami do nagrania z przemówienia stoczniowego Edwarda Gierka  i złośliwy komantarz dzienikarzy Onetu – cytat - Dwaj związkowcy, którzy uczestniczyli wieczorem w Gdańsku w debacie z premierem Donaldem Tuskiem, są zadowoleni z rozmowy z szefem rządu- koniec cytatu - sprawa staje się chyba jeszcze bardziej oczywista.

Koniec świata już blisko.

Mar
9

Waldemar Łysiak: Mitologia świata bez klamek

Kolejna odsłona wynurzeń Łysiaka dotyczących naszej rzeczywistości. Gość powtarza się, judzi, przeprowadza pseudoanalizy i przynudza. Na upartego można by wziąć te książkę jako syntezę ostatnich trzech lat naszej sceny politycznej. Brakuje jej jednak głębszej analizy, autor leci po łebkach dopisując do listy winowajców upadku Polski Kaczyńskiego i spółkę.

Gdyby wyciąć megalomańskie wtręty i teksty typu “pisałem o tym zanim powstał węgiel”, z ponad trzystu stron zostałoby może sto. Szkoda czasu i kasy. Dziś żałuję, że pchnięty przez jakiegoś recenzenta z Najwyższego Czasu skusiłem się na zakup tej książki.

Gość ma ewidentny żal do świata, że to nie on, a Michnik został guru imbecyli. Szechter zdechł, Łysiak stracił tym samym grunt pod nogami i jedyne co mu zostało to wycie do księżyca. Żenują także błędy faktograficzne na których buduje swoje baśnie. twierdzi na przykład, że Spielberg wycofał się z promowania olimpiady w Pekinie z powodu Tybetu. Na tej bazie tworzy spory akapit pełen złorzeczenia na koniunkturalizm lewicy. No i wszystko było by ok, gdyby nie fakt, że twórca Szczęk “protestował” przeciw polityce Chin w… Afryce słowem nie wspominając o Tybecie.

Najbardziej irytujące w jego pisaninie jest to, że prócz psioczenia na wszystkich dookoła nie przedstawia żadnych wizji które mogłyby kształtować przyszłość. Ot styriopanowy onanista mający się za Napoleona. Spotkałem go raz, na promocji świetnej skądinąd pozycji jaką jest jego Empireum. Siedział za stolikiem patrząc na salę wzrokiem gościa któremu ktoś narobił do kieszeni i każdego kto nie zwracał się do niego w pokłonie ignorował, bądź traktował z fleka.

Biedny człowiek.

Jun
11

Bolek i inni

Wala się kolejne mity. Lud dostaje właśnie czarno na białym historie Bolka i skowyczy. Jedni ze szczęścia, inni z odrazy. Śmieszą mnie argumenty przeciwników publikacji książki o Wałęsie. Ci sami którzy przez ostatnie 19 lat sugerowali jego powiązania z bezpieką, tak jak na przykład Michnik czy Wołek, dziś skrzeczą o niegodziwości i profanacji. Tak długo, jak mogli korzystać z informacji wyniesionych z archiwów SB wszystko było OK. teraz kiedy te archiwa zaczynają być porządnie przeglądane podnoszą larum. Kali mieć krowę…

Z Wałęsą spotkałem się raz jedyny w życiu przy okazji premiery filmu Prymas. Rankiem robiłem wywiad z Maja Ostaszewska, wieczorem wysłano mnie do Teatru Polskiego, gdzie zlazł się chwast naszej sceny politycznej i estradowej. Korzystając z chwili kiedy tłum reporterów dociekał czy prymas został oddany jak malowany, czy reżyser wywiązał się z tematu etc, spytałem go o opinię na temat gry polityków.

- Panie prezydencie, jak Pan uważa. Czy politycy to dobrzy aktorzy.

Wałęsa rozpromienił się, roześmiał w głos, po czym puscił do mnie oko, klepnął w ramię i odchodząc rzucił.

- Bardzo dobre pytanie

Pamiętam, że po powrocie do redakcji wdałem się w scysję z moim operatorem. Twierdził on, że Wałęsa to cham, prostak, dzieciorób i dno. Była to wtedy oficjalna linia Gazety Wyborczej, a ja pamiętałem doskonale rok 90 kiedy to ROAD przemianowany potem w Unię Demokratyczną, zaczął sekować Wałęsę właśnie za prostactwo i prymitywizm. Była to dla mnie , wtedy młodego chłopaka, sytuacja obrzydliwa. Z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, że pluli na niego ci samo goście, którzy dostali się do władzy po jego plecach. Druga, o wiele dla mnie wówczas istotniejsza to, że jednocześnie obraża się miliony prostych ludzi którzy nie są profesorami, nie mają kwiecistego języka, ale marzyli całymi latami o wolnej Polsce.. Poza tym dziwiło mnie, że elity solidarnościowe intelektualne zdają się nie dostrzegać, że obrażają swoich wyborców, bez których nie dadzą przecież rady wprowadzić zapowiadanych zmian. O tym, że żadnych zmian nie będzie przekonałem się już wkrótce.

Od osoby będącej wierchuszką łódzkiego ROAD-u usłyszałem wtedy, że to dążenie do normalności.

- Na całym świecie jest tak, że plebs ma słuchać, a nie myśleć. A do wyborów chodzi góra 30 procent ludzi, tych uświadomionych oczywiście.

Mówiła to kobieta, którą niesamowicie szanowałem. Żona czołowego łódzkiego opozycjonisty, współtwórcy ROAD-u, klasyczna inteligentka, błyskotliwa rozmówczyni. Zdumiała mnie wtedy niesamowicie.

No jeśli tak się bawicie to długo ten cyrk nie potrwa – pomyślałem. I tu się pomyliłem bo cyrk trwa w sumie do dziś.

Wracając do Wałęsy. Na szczeniaku jakim byłem w latach 80-ych nie robił on na mnie większego wrażenia. Owszem pamiętałem przebitki z dzieciństwa. Wałęsa z wielkim długopisem, Wałęsa na bramie stoczni, Wałęsa tu i tam. Jednak podobnie jak Michnik, którego niesamowitą miłośniczką była moja sąsiadka, działaczka podziemnej łódzkiej Solidarności której brat został zmuszony przez komunistów do emigracji, nie wzbudzał we mnie żadnych emocji. Byli zbyt mało wyraziści, za mało radykalni, czułem jako szczeniak,, że to nie są autentyczni rewolucjoniści.

Moim idolem był wówczas Leszek Moczulski. Uważałem go za wzór do naśladowania. Jego zawziętość, inteligencja, upór, bezkompromisowość, patriotyzm były tym co brałem za wzorzec w myśleniu i działaniu. Już sama nazwa, Konfederacja Polski Niepodległej, przyprawiała mnie o dreszcze.

Kiedy przyszedł rok 92 i Nocna Zmiana byłem już w innej przestrzeni życiowej. Oderwałem się od mitu “zwycięstwa nad komuną”, i w ramach kontestowania nowej rzeczywistości oddałem się testowaniu środków halucynogennych, co pochłoneło kilka kolejnych lat mego życia. Moja opinia o “zmianach” doprowadzała do szału moją rodzinę silnie osadzoną w walce z komuną. Patrzyli na mnie z przerażeniem. Twierdziłem bowiem, że w sumie nic się nie zmieniło, komuniści oddali władzę ideologiczną, a wzięli władzę ekonomiczną i mamy ten sam bajzel co wcześniej tyle jeszcze gorszy bo przy okazji “rewolty” zachód zlikwidował opcję uchodźcy politycznego z której bym chętnie skorzystał. Co ciekawe po latach przyznali mi racje. Przyjąłem to jako triumf wizji LSD nad mitem Okrągłego Stołu ;)

Jak już wspomniałem Wałęsa nie był moim bohaterem. Owszem głosowałem na niego w obu wyborach prezydenckich. Za pierwszym razem, żeby do władzy nie doszły Michniki i jemu podobni, za drugim przeciw komunistom. Histeria wokół Bolka mnie nie dziwi, a jedynie śmieszy, częściej przeraża. Średnio inteligentny człowiek mógł przez te wszystkie lata zdobyć wiedzę którą obecnie znajdzie w książce. To, że ogromna rzesza ludzi to debile bądź cwaniacy wciąż mnie jednak zadziwia i niepokoi.

Osobiście ciekaw jestem podobnej pozycji na temat Moczulskiego. Chciałbym wiedzieć które z działań mojego bohatera były podyktowane autentycznym buntem przeciw systemowi, a które wynikały z jego współpracy z komunistami. Nie po to, żeby obalać jego mit który tak bardzo podobał mi się za komuny. Ten sam padł w ciągu ostatnich 19 lat i jakoś nie widziałem w międzyczasie żadnych listów intelektualistów i nie słyszałem mów obrończych przedstawicieli Michnixa na ten temat. Mam po prostu nadzieję, że taka książka pokazała by mi w którym miejscu dawałem się manipulować, gdzie kryła się prawda i kim naprawdę był człowiek ktory działał 20 lat temu na moją wyobraźnię.

Moczulski ma jednak ogromną przewagę nad Wałęsą. Wiedział kiedy zniknąć ze sceny. Ten gość, niezależnie od tego co robił jako TW miał klasę, której niestety zabrakło Bolkowi.

Jun
1

Bronislaw Wildstein: Dolina nicości

Dolina nicościŚwietne studium praktyk rządzących III RP i… to wszystko. Męczące pseudonimy, zupełny brak realizmu w dialogach Michnika, Urbana, Żakowskiego etc. Mam wrazenie, że autor nie potrafił wejść w ich buty i chciał nadrobić braki nadmiernym zintelektualizowaniem tych postaci. Najbardziej jednak dziwi mnie fakt, że Wildstein stworzył powieść o oblężonej twierdzy.

Główny bohater jest zostawiony zupełnie sam, cale społeczeństwo go nienawidzi, znikąd pomocy, poza nim i nielicznymi przypadkami wszyscy maja mózgi sprasowane przez Agore, a i one nie potrafią myśleć inaczej niż w sposób narzucony przez Gazetę Wyborczą. Taka wizja rzeczywistości jest nieprawdziwa, co sam autor mógł zobaczyć pod oknami Rzepy w czasie zadymy o “listę agentów”.

Literacko ta książka mnie nie powaliła. W pierwszej chwili mialem wrazenie, że jej sila leży w jasnym przedstawieniu, nieznanych szerszej publiczności,  mechanizmów rządzacych w III RP. Ich poznanie mogło stworzyć w głowie czytelnika trudny do usunięcia stempel. Po przeczytaniu calości dochodzę do wniosku, że jest to pozycja dla wyznawców i znajomych królika.

Przeciętny, nie znający opisywanych mechanizmów, czytelnik zanudzi się na śmierć za sprawą sztucznych dialogów, płaskich rysów psychologicznych i przemyśleń miotających się pomiędzy patosem i pornografią. Wyznawca będzie spijał każde słowo, a lektura będzie dla niego potwierdzeniem jego wiedzy, przypuszczeń i uprzedzeń. Przeciwnikom Wildsteina na chwilę podskoczy ciśnienie. Jednak po dodaniu kolejnego karbu do kolby swej nienawiści szybko zapomną o istnieniu tej książki.

Żadnej z tej grup Dolina Nicości nie pozwoli na wyjście z intelektualnego i mentalnego getta.

Jun
24

Kabel

Złamałem się. trochę za sprawą nadciągających mistrzostw Europy w nogę, trochę z potrzeby obejrzenie czegoś więcej niż to co oferuje ITVP. Pojechałem dziś do centrum mej wsi i zakupiłem parę metrow kabla antenowego.

Odpaliłem emiter i na pierwszy ogień poszły fakty TVN. Dowiedziałem się z nich, że faszystowski rząd PIS-u wydal z pieniędzy podatnika w cholerę kasy na prywatne zakupy. Felieton na ten temat trwał dobre parę minut i jedynie przez ułamek sekundy pojawiła się informacja o tym, że do dziś spłacono 98% tej sumy i na minusie skarb państwa jest nie całe tysiąc złotych. Szybko jednak info to znikło z ekranu i zostało zagadane przez dawno niewidzianą przeze mnie panią Kolende. Strasznie się laska posunęła na twarzy ale wciąż dzielne się trzyma. Podobnie jak propaganda sprzedawana przez TVN. Choć przyznać muszę, że widać iż miny prowadzących ten interes wyrażają mocne zdumienie poczynaniami PO.

Wieczorem odpaliłem Ciene PRL. Spóźniłem się trochę na początek jednak to czego byłem świadkiem było dla mnie zdumiewające. W programie produkował się jakiś orzeł z Gazety Wyborczej udowadniający zdumionym gościom, że po 89 roku Polska stała się krajem miodem i mlekiem płynącym i gdyby nie Porozumienie Centrum i spółka Telegraf nie można by praktycznie mówić o przekrętach finansowych, aferach gospodarczych, rozkradaniu majątku etc. Swoją drogą Michnix znalazł chyba sposób na Wildsteina*. Miast wysyłać mu szczekliwych gamoni których łatwo wytrącić z równowagi Alternatywny Świat z Czerskiej delegował niesamowicie wolno i cicho mówiącego typa któremu wręcz nie wypada przerywać bo mogłoby to zostać wzięte za niegrzeczność w stosunku do kaleki. Wszelkie zresztą próby przedarcie się przez jego mamrotanie spełzały na niczym bo facet niczym muł brnął dalej z miną jakby zaraz miał usnąć. Niesamowity obrazek.

Osobiście najbardziej zdumiała mnie reakcja mojego organizmu. Miast się zdenerwować patrzyłem na gościa i zastanawiałem się bez grama emocji czy doczekam czasów w których miast w telewizji będę oglądał podobnych geniuszy na latarniach.

* Od zeszłej środy czytam do poduszki Dolinę Nicości Wildsteina. Mam mieszane co do niej uczucia. Minusem są zbędne moim zdaniem przemyślenia głównych bohaterów w których pornografia miesza się z patosem. Jakoś podskórnie czuję też, że autor nie kąsa za bardzo sposobu myślenia Michnika, Żakowskiego i spółki, nadając im zbyt dużą podbudowę intelektualną. Męczące są też pseudonimy jakie nadał Wildstein swoim bohaterom oraz strasznie wolne, jestem w 1/2 książki, tempo akcji. Z drugiej zaś strony Dolina Nicości jest doskonałym studium praktyk które rządzą naszą polityczną i medialną rzeczywistością**. Życie dopisuje zresztą na poczekaniu potwierdzenia trafności książkowych opisów. 

Mały przykład:

Dolina Nicości odcinek dziewiąty - Uwaga długie i nudne.

Wildstein wyproszony przez Niemców. Pod naciskiem Michnika? 

Inna całkiem sprawa, że wpis Igora Janke to kolejny przykład użalania się nad sobą prawej strony sceny medialno-politycznej. Nie dalej jak w kwietniu ten sam autor utyskiwał na Tuska, że ten nie chce udzielić Rzeczpospolitej wywiadu. Mało się przy tym nie popłakał. Inny przykład kompletnego spedalenia to naczelny gazety Polskiej który na swoim blogu ustawicznie kwiczy nad ciężkim losem “wroga publicznego”. O Pawle Paliwodzie którego serwis zamienił się w prywatną wojnę z naczelnym Dziennika, a parę dni temu został usunięty z Slonu 24 przy ogólnym lamencie swoim i wyznawców, nie wspomnę. O Jaroslawie Kaczyńskim i jego kompletnym braku honoru w obliczu wyborczej klęski już pisałem. Panowie rewolucjoniści którzy krzyczą jak skarcone dzieci kiedy tylko okazuje się, że przeciwnik potrafi dać bobu.

** Osobiście wolę jednak literaturę faktu i mam jakieś głębokie przekonanie, że to pozycja dla znawcow tematu, wyznawców IV RP i znajomych królika. Przeciętny czytelnik zanudzi się na śmierć.

ps. Coraz częściej zastanawiam się czy siła Michnika nie leży w mitologii na jego temat tworzonej zarówno przez lewicowych jak i prawicowych autorów w tym przez Wildsteina.