Wala się kolejne mity. Lud dostaje właśnie czarno na białym historie Bolka i skowyczy. Jedni ze szczęścia, inni z odrazy. Śmieszą mnie argumenty przeciwników publikacji książki o Wałęsie. Ci sami którzy przez ostatnie 19 lat sugerowali jego powiązania z bezpieką, tak jak na przykład Michnik czy Wołek, dziś skrzeczą o niegodziwości i profanacji. Tak długo, jak mogli korzystać z informacji wyniesionych z archiwów SB wszystko było OK. teraz kiedy te archiwa zaczynają być porządnie przeglądane podnoszą larum. Kali mieć krowę…
Z Wałęsą spotkałem się raz jedyny w życiu przy okazji premiery filmu Prymas. Rankiem robiłem wywiad z Maja Ostaszewska, wieczorem wysłano mnie do Teatru Polskiego, gdzie zlazł się chwast naszej sceny politycznej i estradowej. Korzystając z chwili kiedy tłum reporterów dociekał czy prymas został oddany jak malowany, czy reżyser wywiązał się z tematu etc, spytałem go o opinię na temat gry polityków.
- Panie prezydencie, jak Pan uważa. Czy politycy to dobrzy aktorzy.
Wałęsa rozpromienił się, roześmiał w głos, po czym puscił do mnie oko, klepnął w ramię i odchodząc rzucił.
- Bardzo dobre pytanie
Pamiętam, że po powrocie do redakcji wdałem się w scysję z moim operatorem. Twierdził on, że Wałęsa to cham, prostak, dzieciorób i dno. Była to wtedy oficjalna linia Gazety Wyborczej, a ja pamiętałem doskonale rok 90 kiedy to ROAD przemianowany potem w Unię Demokratyczną, zaczął sekować Wałęsę właśnie za prostactwo i prymitywizm. Była to dla mnie , wtedy młodego chłopaka, sytuacja obrzydliwa. Z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, że pluli na niego ci samo goście, którzy dostali się do władzy po jego plecach. Druga, o wiele dla mnie wówczas istotniejsza to, że jednocześnie obraża się miliony prostych ludzi którzy nie są profesorami, nie mają kwiecistego języka, ale marzyli całymi latami o wolnej Polsce.. Poza tym dziwiło mnie, że elity solidarnościowe intelektualne zdają się nie dostrzegać, że obrażają swoich wyborców, bez których nie dadzą przecież rady wprowadzić zapowiadanych zmian. O tym, że żadnych zmian nie będzie przekonałem się już wkrótce.
Od osoby będącej wierchuszką łódzkiego ROAD-u usłyszałem wtedy, że to dążenie do normalności.
- Na całym świecie jest tak, że plebs ma słuchać, a nie myśleć. A do wyborów chodzi góra 30 procent ludzi, tych uświadomionych oczywiście.
Mówiła to kobieta, którą niesamowicie szanowałem. Żona czołowego łódzkiego opozycjonisty, współtwórcy ROAD-u, klasyczna inteligentka, błyskotliwa rozmówczyni. Zdumiała mnie wtedy niesamowicie.
No jeśli tak się bawicie to długo ten cyrk nie potrwa – pomyślałem. I tu się pomyliłem bo cyrk trwa w sumie do dziś.
Wracając do Wałęsy. Na szczeniaku jakim byłem w latach 80-ych nie robił on na mnie większego wrażenia. Owszem pamiętałem przebitki z dzieciństwa. Wałęsa z wielkim długopisem, Wałęsa na bramie stoczni, Wałęsa tu i tam. Jednak podobnie jak Michnik, którego niesamowitą miłośniczką była moja sąsiadka, działaczka podziemnej łódzkiej Solidarności której brat został zmuszony przez komunistów do emigracji, nie wzbudzał we mnie żadnych emocji. Byli zbyt mało wyraziści, za mało radykalni, czułem jako szczeniak,, że to nie są autentyczni rewolucjoniści.
Moim idolem był wówczas Leszek Moczulski. Uważałem go za wzór do naśladowania. Jego zawziętość, inteligencja, upór, bezkompromisowość, patriotyzm były tym co brałem za wzorzec w myśleniu i działaniu. Już sama nazwa, Konfederacja Polski Niepodległej, przyprawiała mnie o dreszcze.
Kiedy przyszedł rok 92 i Nocna Zmiana byłem już w innej przestrzeni życiowej. Oderwałem się od mitu “zwycięstwa nad komuną”, i w ramach kontestowania nowej rzeczywistości oddałem się testowaniu środków halucynogennych, co pochłoneło kilka kolejnych lat mego życia. Moja opinia o “zmianach” doprowadzała do szału moją rodzinę silnie osadzoną w walce z komuną. Patrzyli na mnie z przerażeniem. Twierdziłem bowiem, że w sumie nic się nie zmieniło, komuniści oddali władzę ideologiczną, a wzięli władzę ekonomiczną i mamy ten sam bajzel co wcześniej tyle jeszcze gorszy bo przy okazji “rewolty” zachód zlikwidował opcję uchodźcy politycznego z której bym chętnie skorzystał. Co ciekawe po latach przyznali mi racje. Przyjąłem to jako triumf wizji LSD nad mitem Okrągłego Stołu ;)
Jak już wspomniałem Wałęsa nie był moim bohaterem. Owszem głosowałem na niego w obu wyborach prezydenckich. Za pierwszym razem, żeby do władzy nie doszły Michniki i jemu podobni, za drugim przeciw komunistom. Histeria wokół Bolka mnie nie dziwi, a jedynie śmieszy, częściej przeraża. Średnio inteligentny człowiek mógł przez te wszystkie lata zdobyć wiedzę którą obecnie znajdzie w książce. To, że ogromna rzesza ludzi to debile bądź cwaniacy wciąż mnie jednak zadziwia i niepokoi.
Osobiście ciekaw jestem podobnej pozycji na temat Moczulskiego. Chciałbym wiedzieć które z działań mojego bohatera były podyktowane autentycznym buntem przeciw systemowi, a które wynikały z jego współpracy z komunistami. Nie po to, żeby obalać jego mit który tak bardzo podobał mi się za komuny. Ten sam padł w ciągu ostatnich 19 lat i jakoś nie widziałem w międzyczasie żadnych listów intelektualistów i nie słyszałem mów obrończych przedstawicieli Michnixa na ten temat. Mam po prostu nadzieję, że taka książka pokazała by mi w którym miejscu dawałem się manipulować, gdzie kryła się prawda i kim naprawdę był człowiek ktory działał 20 lat temu na moją wyobraźnię.
Moczulski ma jednak ogromną przewagę nad Wałęsą. Wiedział kiedy zniknąć ze sceny. Ten gość, niezależnie od tego co robił jako TW miał klasę, której niestety zabrakło Bolkowi.