Wybory?
Zanussi na straży sondaży
Oskarżające wystąpienie prezydenta Polski w Gdańsku nie wywołało na premierze Rosji Władimirze Putinie żadnego wrażenia, rusofobia prezydenta Lecha Kaczyńskiego była dobrze znana rosyjskiemu premierowi – donosi rosyjska agencja Regnum.
Jak dowiedziała się rosyjska agencja Putina oburzyło wystąpienie premiera Tuska, który wcześniej starał się o poprawę stosunków polsko-rosyjskich. Chodzi o fragment przemówienia Tuska, w którym polski premier wskazał, że żołnierze radzieccy nie przynieśli Polsce wolności.
Putin nie zareagował na te słowa w części oficjalnej, ale podczas obiadu zwrócił uwagę na ten fragment przemówienia Tuska. Świadkiem oburzenia rosyjskiego premiera był polski reżyser Krzysztof Zanussi, który powiedział rosyjskiej agencji, że to premier Tusk, a nie prezydent Kaczyński poraził Putina.
Tłum dziennikarzy, oficjeli, kamer, a jedynym który zauwazył wsciekłość Putina był Zanussi. Ktoś powie: To się działo podczas obiedu gdzie nie ma kamer. Nie było tez na nim Tuska i jego PR-owców? Nie wychwycli natychmiast łupu który mógłby przykryć nijakośc przemówienia premiera? Musiały minąc dwa tygodnie w trakcie których prasa zachodnia i tamtejsi politycy wskazywali na siłe wystapienia prezydenta Kaczyńskiego, żeby nagle Zanussi przypomniał sobie o “wściekłości” Putina? No błagam.
Ciekawe czy Zanussi zagrał sam z siebie licząc na wymazanie jego nazwiska ze sprawy pedofili z Dworca Centralnego, czy też “przypomniało” mu sie nagle pod wpływem jego niezwykle bliskich kontaktów z Rosją.
Jeszcze przed wyborami w których wygrał PiS zastanawiałem sie co by było gdyby użyć do budowy wolnego państwa propagandy rodem z PRL. Bo przyznac musze, że była to do pewnego momentu perełka socjotechniki. Odpowiedź uzyskałem chwile po tamtych wyborach. Zgodnie z moimi przypuszczeniami lud łykał połączenie werbalnej przemocy z czystej wody bzdurami jak dziecko kaszkę. I łyka ja do dziś mając za “niezależną informację”. Szkoda tylko, że miast do budowy silnego państwa cała para poszła w odtworzenie sowieckiej koloni.
Żeby zyło sie lepiej. Wszystkim ;)
Nowa mowa
Polityczna poprawność skłoniła liderów Unii Europejskiej do zakazania stosowania sformułowań “Pan” i “Pani”, ponieważ jak twierdzą pomysłodawcy zakazu, są one zbyt seksistowskie – podaje “Daily Mail”.
Biurokracja brukselska wydała nowe wytyczne w celu tworzenia “neutralnie płciowego” języka.
Zasady te nie odnoszą się tylko do polityków. Dotyczy to również wielu zawodów i tak np. nie można już używać słowa stewardesa, lecz opiekun lotu. Policjanci i policjantki mają być zastąpieni przez słowo funkcjonariusz policji.
To kolejny dziś strzał który powalił mnie na podłogę. Pierwszy usłyszałem jadąc rano do pracy i dotyczył “emigracji zarobkowej”. Urzędnicy w Brukseli stwierdzili podobno, że termin ten jest nasycony niechęcią do obcokrajowców i chce, żeby urzędowo używano w UE określenia “zagraniczna forma pracy”. Źródło “Trójka”.
Jakiś czas temu w Hiszpanii, po tym jak władzę przejęła jakaś miejscowe Partia Światłości w świat poszła informacja, że w tamtejszych dokumentach zniknie podział na Matkę i Ojca. Zastąpiony miał został wpisem “rodzic A”, “rodzic B”. Nie wiem jak to się skończyło, ale zastanawiało mnie wtedy czy to nie kolejny objaw nietolerancji. W końcu ktoś musi być A, a ktoś B. Bez zmiany alfabetu tak, żeby jak w Wąchocku każdy siedział koło kierowcy autobusu dylemat ten jest moim zdaniem nie do rozwiązania.
Troche mnie ta sytuacja przeraża. Staram się być coraz bardziej układny a wygląda na to, że za parę lat mogę trafić do pierdla za grzecznościowe teksty skierowane do kobiet. sic. Ba w świetle powyższych rewelacji może się okazać, że zdanie “spłodzili cię tata z mamą” będzie passe, za to “typ zapina typówę” jak najbardziej włąściwe i pozbawione seksistowskiego podtekstu.
Nowy Wspaniały Świat wymaga stworzenia nowego języka. Najwyraźniej “ryby lądowe”* były tylko wprawką.
*ryby lądowe – w słowniku UE to po prostu ślimaki.
Głos ludu
Pracując w pewnym portalu spotkałem się z interesującą sytuacją. Borykal się on z problemem małej liczby komentarzy internautów, w Sieci zaś jeśli o nim pisano to prawie wyłącznie w negatywnym świetle. Okazało się, że można temu zaradzić.
Wynajęto po prostu firmę zajmującą się generowaniem komentarzy. Zatrudniała parę osób których zadaniem było codzienne komentowanie w serwisie zleceniodawcy, wyszukiwane negatywnych opinii w Sieci i ośmieszanie krytykantów. Każdy z pracowników miał po 3-4 profile psychologiczne, płciowe etc. Posługując się nimi mógł być zarówno kobietą jak i mężczyzną, starym, młodym, głupim, inteligentnym. Dziki temu jedna osoba mogła obsługiwać kilka ników jednocześnie stwarzają wrażenie rozmowy kilku osób. Patent ten osobiście stosowałem w końcowce lat 90-ych na jednym z nielicznych wtedy chatów internetowych i przyznać muszę, że działał rewelacyjnie.
Jak rozwinęła się akcja nie wiem, gdyż wkrótce odszedłem z owego portalu i nie ślędzę jego dalszego rozwoju. Czemu o tym piszę? Otóż odwiedzając portale, blogi, serwisy informacyjne widzę, że firmy podobne do opisanej działają w najlepsze, wystarczy dla przykładu odwiedzić Onet, żeby pod dowolną notką – np dotyczącą wypadku drogowego – odnaleźć komentarze-sztampy.
- to jest możliwe tylko w katolickim kraju
- śmierdzące PiSuary zgotowały nam ten los
- gdzie był Donek…
To tylko proste przyklady. Bardziej zaawansowany sposób dezawuowania rozmówcy opisał pare dni temu Jerzy Przystawa.
Wracając do tematu. Kiedy rozmawiam o ty ze znajomymi w większości nie chcą wierzyć, że “głos ludu” jakim są dla nich komentarze internautów może być generowany i manipulowany w tak prosty sposób. Informacje, że istnieją całe serwisy i blogi stworzone tylko w celu PiaRowego siekania umysłu odbiorcy odbierają zaś jako przejaw oszolomstwa i wietrzenia spisku.
Dziekuje Bogu, że Platforma Obywatelska swoją amatorszczyzną i sknerstwem odsłoniła trochę zasłonę kryjącą “spontaniczne reakcje internautów”. Swoją drogą dziwię się zaprezentowanemu powyżej mailowi. PO jak wszystkie inne partie zatrudnia od lat firmy podobne do tej o której wspomniałem. Zapewniają one pełną dyskrecję, o ich istnieniu wiedzą tylko nieliczni, ryzyko wpadki jest więc minimalne. Rozsyłanie otwartego tekstu do wyznawców danego obozu politycznego niesie za sobą ryzyko wypłynięcia zaleceń na szerszą wodę i skompromitowania “głosu ludu”.
Amatorszczyzna? Nadgorliwość? A może jest już tak źle, że faktycznie trzeba wyciągnąć “wszystkie ręce na pokład”?

Subscribe








