prawie pod samym domem zatrzymala mnie godzine temu policja. zly i dobry porucznik. dobry dowcipkowal a zly nie. kazal mi dmuchac. pytam go wiec czy to jakas akcja znicz czy musze po prostu wyrobic normy.
- to mialo byc smiezne? spytal zly porucznik
- w sumie tak, ale rozne sa poziomy dowcipu i nie koniecznie musza sie pokrywac jeden z drugim.
zly wysapal:
- dokumenty sie nie zgadzaja. prawko na jeden adres, dowod na drugi, a dokumenty wozu na trzeci. moge je zatrzymac i wystawic mandat.
- no skoro pan oficer ma potrzebe wynikajaca z nastroju to jak dla mnie luz. winny jestem jak nic.
- nastroj trza zostawic w domu – mowi dobry porucznik – a nie zabierac do pracy.
zly porucznik wbil oczy w moje i stara sie stworzyc nastroj grozy. bylem zmeczony na maxa i jedno z moich oczu zaczela zezowac. zly porucznik ewidentnie zdebial nie wiedzac czy robie sobie jaja czy faktycznie jestem kaleka, ale dzielnie stral sie wytrzymac w bitwie na spojrzenia. wreczyl mi dmuchawe i rzekl
- mocno bez przerwy przez 5 sekund dmuchac ma kierowca.
po 30 sekundach wyrwal mi dmuchawe z ust i stal sie jeszcze bardziej nerwowy widzac zerowy wynik
- o, kierowca miejscowy – rzekl dobry porucznik zerkajac w komputer pokladowy.
- to wy juz macie takie maszyny w radiowozach ze w mig mozecie to sprawdzic?
- no ba – odrzekl dobry porucznik
- prawdziwy big brader – zasmialem sie odbierajac dokumenty
wsiadlem do auta i zaczalem tak buksowac w sniegu ze dym z opon pokryl caly radiowoz. kiedy wreszcie ruszylem pomigalem oficerom awaryjnymi i zadumalem sie. na jaka cholere zly porucznik byl taki zly? w koncu zyje z moich podatkow i jedyne co powinno mu swiecic w glowie to haslo serw und protect. a tak wyszedl na cwoka i jedyne co mu zostalo po powrocie do domu to okladanie pala materaca.
dziwni sa niektorzy ludzie ktorzy dostana troche wladzy.