Jun
2

Żeby jeździło się lepiej

Rząd chce przyznawać bonusy osobom, które zdecydują się wymienić stare auto na nowy, ekologiczny pojazd. To pomysł wzięty z Zachodu, gdzie takie dotacje rozkręciły rynek. Chodzi o zachętę. Jak dużą? Tego na razie dokładnie nie wiadomo. Według informacji „DGP” może być to 500 zł.

Pincet złotych! LOL. Dokładnie tyle brakuje mi do nowego Bugatti :)

May
12

Wywiad z Grażyną Gęsicka z dnia 08 lipca 2009 roku

Grażyną Gęsicka była ministrem rozwoju regionalnego w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. 14 lipca 2006 objęła to stanowisko w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Jak się okazuje mająca miejsce powódź została skrupulatnie przygotowana przez pisowska hołotę.

Kaja Bogomilska: Czy rząd PiS zajmował się przeciwdziałaniu przeciwdziałaniem skutkom powodzi?

Grażyna Gęsicka: Oczywiście. W sierpniu 2007 roku rząd Jarosława Kaczyńskiego przygotował listę strategicznych inwestycji, które miały być finansowane ze środków unijnych. Umieściliśmy na niej wiele projektów przeciwpowodziowych, w tym projekt dla środkowej Wisły o wartości 200 mln euro. Chroniłby on tereny z obszaru pięciu województw. Przewidywaliśmy obwałowywanie od Koszyc do Płocka, jego umocnienie i naprawę. Była też zaplanowana naprawa zbiornika na Nysie Kłodzkiej, który co prawda jeszcze funkcjonuje, ale dno mu się rozchodzi. Jeśli to się stanie -kilkumetrowa fala wody zaleje Nysę.

K.B.: Co się stało z tymi projektami?

G.G.: Zostały skreślone przez rząd PO. Była to jedna z pierwszych decyzji, którą nowa minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska podjęła po objęciu stanowiska. Bez wahania odrzuciła wszystkie projekty przeciwpowodziowe dla województwa podkarpackiego w tym budowę istotnego dla zarządzania przeciwpowodziowego zbiornika Kąty-Myscowa na Wisłoce. Nie jestem specjalistką od powodzi. Wiem tylko, że stale wylewa Wisła i Wisłoka. Gdyby te projekty zostały przyjęte, powodzi na pewno nie udałoby się zapobiec, ale skutki katastrofy byłyby o wiele mniej bolesne.

K.B.: Dlaczego te projekty zostały skreślone?

G.G.: To jest pytanie, które wszyscy sobie zadają i na które nie sposób odpowiedzieć. Może jest to w ogóle kwestia różnicy w podejściu do rządzenia. My uznaliśmy, że skoro mamy od Unii ogromne środki, które w inny sposób nie byłyby osiągalne, to trzeba użyć je na projekty niezbędne dla bezpieczeństwa publicznego, w tym na zabezpieczenie przeciwpowodziowe, zbiorniki retencyjne i tym podobne. Rząd właśnie od tego jest. Musi zabezpieczać potrzeby społeczne. Pani minister Bieńkowska rozumie to chyba inaczej. My, uznając te projekty za strategiczne, chcieliśmy realizować je bez konkursów. Elżbieta Bieńkowska wszystkie pieniądze chciałaby dzielić w trybie konkursu, bo to znakomicie usprawiedliwia urzędnika. A przecież to rząd dysponuje pieniędzmi i odpowiada za bezpieczeństwo ludzi.

K.B.: A może te konkursy były jednak konieczne?

G.G.: Jak pani sobie to wyobraża? Czy przeprowadzić konkurs na to, gdzie postawić zbiornik, a gdzie nie? Byłby to konkurs na to, jakie tereny będą zalane, a jakie nie. To niehumanitarne. Podobnie nierozsądne byłyby konkursy na to, które autostrady budować, które lotniska. To rząd musi określić strategię transportową państwa, a jeżeli władze samorządowe chcą zbudować własne drogi czy lotniska, muszą same znaleźć środki.

K.B.: A może projekty nie były odpowiednio przygotowane?

G.G.: Tego właśnie pretekstu użyła minister Bieńkowska, wykreślając je z listy 1 lutego 2008 r. Przyjmijmy, że nawet tak było. Co w takim wypadku powinien zrobić rząd? Zrezygnować z budowy instalacji przeciwpowodziowych czy opracować dokumentację i zrealizować projekty? Przedstawiciele rządu mówią, że przygotowanie takiego projektu trwa ok. 2 lat. Gdyby więc projekty realizowano, właśnie teraz byłyby gotowe do prac technicznych.

K.B.: Ostatnio jednak przywrócono jakiś projekt dotyczący regulacji Wisłoki.

G.G.: Tak, dotyczący pierwszego etapu tej regulacji, wart 20 mln euro. Skreślono zaś środki na inwestycje chroniące przed powodziami na Podkarpaciu warte ok. 400 mln euro, w tym zbiornik Kąty-Myscowa. Na drugi dzień po tych decyzjach, mój były zastępca Władysław Ortyl (obecnie senator PiS) zwołał konferencję prasową, na której ostrzegał przed skutkami zaniechań inwestycji w przypadku powodzi. I właśnie dzisiaj, niemal dokładnie w rok później, doświadczamy jej na własnej skórze.

May
7

Ziemkiewicz rżnie głupa

W najnowszym dodatku do Rzeczpospolitej Rafał Ziemkiewicz przedstawia swoja analize szans wyborczych Jaroslawa Kaczynskiego.

Z grubsza niczym nie zaskakuje, powiela znane informacje i prorokuje sukces wyborczy i porazke w sprawowaniu urzedu. Jest w tym tekscie jeden element ktory powoduje nieufnosc wobec RAZ-a. Chodzi o fragment dotyczacy mariazu Kaczynskiego z KOR-em. W swojej ksiazce “Czas wrzeszczacych staruszkow” opisal scene w ktorej JarKacz siada na krzesle Jacka Kuronia powodujac konsternacje zgromadzonych.

Ocena ksiazkowa rozni sie nieco od taj ktora RAZ przedstawia obecnie. W ksiazce opisana sytuacja przedstawiana jest jako dowod na awanturniczosc JarKacza. W linkowanym artukule czytamy zas: “chcial grac jak rowny z rownymi i realizowac swoja, a nie ich wizje polityczna“. Ciekawe skad taka zmiana widzenia tej sytuacji?

Oczywiscie zarzucanie RAZ-owi koniunkturalizmu – kiedy pisal ksiazke JarKacz byl na schodzacej, dzis wrecz przeciwnie – byloby nieslychanym policzkiem dla tego nieslychanie “konsekwentnego” publicysty. Jednak osmiele sie ocenic, ze pan Rafał nie wyjasniajac tej naglej zmiany w ocenie traktuje czytelnika jak debila.

Mar
2

Żart tygodnia

W tym tygodniu Polska Agencja Prasowa ustanowiła Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego dla najbardziej rzetelnych, obiektywnych i poprawnych warsztatowo informacji, zarówno tekstów, jak i relacji radiowych oraz telewizyjnych.

Jak dla mnie Kapuścinski pasuje jak ulał na patrona nagrody dla najlepszych bajkopisarzy bądź twórców political fiction, ale jeszcze nie skończyłem czytać jego biografii więc możliwe, że jej koniec mnie zaskoczy i okaże się iż Kapuścinski wielkim reporterem był.

Mar
2

Żeby Unia rosła w siłę, a korporacje żyły dostatniej

Bruksela planuje zapewnić producentom aut spory zysk. Każe dilerom instalować tylko oryginalne części. Zakaże też przeglądów aut na gwarancji poza autoryzowaną siecią.

Decyzja jest o tyle zaskakująca, że zaledwie 8 lat temu Unia zliberalizowała rynek motoryzacyjny. Rozporządzenie GVO, które ma być zniesione w czerwcu, zezwalało na instalowanie w autach nieoryginalnych części bez utraty gwarancji producenta. Co więcej, GVO umożliwiało przeglądy samochodów na gwarancji poza autoryzowaną siecią serwisową.

Rozporządzenie GVO dotyczyło również sprzedaży aut. Dilerzy mogli sprzedawać kilka marek w jednym salonie, co również dawało klientom większy wybór i oszczędność czasu. Z tym UE też chce skończyć.

- Mamy do czynienia z paradoksem. Komisja oddaje rynek we władztwo dużych koncernów – alarmuje Marek Konieczny, prezes Związku Dilerów Samochodów.

Ja tu nie widzę żadnego paradoksu. Wspólnota Europejska oparta na lewicowych pomysłach gospodarczych i społecznych dopiero się rozkręca i nim wiatr historii zmiecie ją na śmietnik zdąży nieźle dać w dupę ludowi miast i wsi ktorym na codzień obiecuje się opiekować niczym matka.

Przykladowa naprawa samochodu średniej klasy. Biorę ten typ bo w zeszlym roku rozdawane były przez UE za frajer – czytaj dopłacano do nich z pieniędzy podatnikow, żeby owych podatnikow bylo na nie stać. a firmy motoryzacyjne mogły je sprzedać.

Weźmy takie sprzęglo, przykład mi bliski bo dopiero co wymieniałem takowe w moim aucie. Cena producenta 5.5 tysiąca zlotych, cena zamiennika – nota bene montowanego w moim aucie fabrycznie – 2.5 tysiąca.

Czekam za to aż na ulice wyjdą alter, anty, opoglobaliści i protestować będą przeciw korporacyjnej polityce UE. Nie wyjdą? No jak to? To za co oni biorą dotacje z podatkow podatników będących obywatelami UE?