Apr
Feb
0

iPad

IT

Na obrazku jest błąd. >Stone< ma opcję >Touch Screen< .

May
15

Czekając na Neo

IT

Od paru dni Sieć grzmi za sprawą akcji Kataryna czyli ataku Dziennika na internautów. Tymczasem rządy państw europejskich szykują się do całkowitego zamknięcia Internetu dla wrażych treści. 

Parę tygodni temu próbowano przepchnąć prawo w myśl którego dostawca Internetu będzie dostarczał swoi klientom tak zwane “pakiety” . Sprawa tymczasowo padła jednak mam jakieś dziwne przekonanie, że wróci i zostanie przyklepana.

Na czym ma polegać owe pakietowanie? Otóż kupując dostęp do Internetu użytkownik będzie miał dostęp tylko do wskazanych przez dostawcę witryn. Przykładowo Onet.pl, Gazeta.pl, Merlin.pl, będą dostępne ale na mniejsze – obciążone “ryzykiem” piractwa, terroryzmu czyli ogólników które można do woli interpretować  - będą dla użytkownika niewidoczne. Zarówno z poziomu przeglądarki jak i wyszukiwarek. W tych – chińczycy świetnie sobie z tym poradzili – wyświetlane będą tylko wyniki kierujące do “właściwych witryn”.

Czy trzeba czegoś więcej żeby pozamiatać nie tylko blogosferę, ale cały Internet z elementów znajdujących się poza oficjalnym obiegiem?

Cóż za bzdury – powie niejeden – przecież takie pakietowanie będzie można obejść na tysiące sposobów. bardziej niż pewne jest, że powstaną aplikacje na to pozwalające.

Czyżby? nawet jeśli powstaną, to za sprawą “pakietów” mało kto będzie o nich wiedział. A na takich którzy znajdą lukę w systemie czekać będzie kolejna niespodzianka.

Dzisiejszy Dziennik Internautów (www.di.com.pl) donosi:

“Rządowe programy szpiegowskie (keyloggery), cenzura na poziomie ISP oraz baza danych z danymi mieszkańców – oto co szykuje francuski rząd dla swoich obywateli. Propozycję nowych regulacji prawnych nazwano Loppsi 2. “To koniec otwartego, neutralnego internetu” – uważa Jean-Michel Planche, doradca rządu Francji w sprawach sieci WWW.

Loppsi 2 przewiduje możliwość instalacji przez rząd programów typu keylogger, które potrafi obserwować działania użytkownika na komputerze, rejestrować wszystko, co użytkownik komputera wprowadza do niego poprzez klawiaturę, zapisywać dane znalezione na komputerze i przekazywać to wszystko poprzez internet do innego komputera. Tego typu oprogramowanie szpiegowskie (spyware) jest często wykorzystywane przez cyberprzestępców pod postacią tzw. trojanów.”

Pokażcie mi cwaniaka który mając na swoim komputerze tego typu oprogramowanie – zainstalowane przez państwo, zgodnie z prawem – zacznie grzebać w komputerze w celu ominięcia zabezpieczeń. 

Czemu miałbym się bać grzebać we własnym kompie – stwierdzi dzielny internauta – przecież nie mogą mnie za to zamknąć do więzienia.

Owszem, w świetle dzisiejszego prawa nie mogą. Jednak tuż za rogiem czeka na przyklepanie kolejne prawo w świetle którego ściąganie z Internetu pirackiego oprogramowania, korzystanie z niego, odwiedzanie witryn typu Rapidshare, czy Pirat Bay – listę w każdej chwili można wydłużyć – dostawca Internetu będzie mógł nam wyłączyć usługę. I to bez wyroku sądowego.

Jeśli dodać do tego pomysł sprzed kilku lat, by każdy internauta miał własny identyfikator – którego wystawienie związane będzie z podaniem numeru PESEL, oraz innych danych osobowych pozwalających na identyfikację w realnym  świecie – bez którego nie wejdzie do Sieci to dzisiejsza zadyma której słowa kluczowe to: Kataryna, wolność słowa, anonimowość, wygląda jak harce ryb wyrzuconych na brzeg.

Całkiem możliwe, że za parę lat Internet jaki dziś znamy nie będzie istniał. Wszystko wskazuje zaś na to, że futurystyczna wizja z Matrixa – notabene tytuł ten ni z gruchy ni z pietruchy pojawił się w “Liście otwartym do internautów” pióra naczelnego Dziennika – już za niedługi czas stanie się rzeczywistością.

Nie ma w Was nic z wielkości Neo. Jesteście Cypherami, małymi tchórzliwymi kolaborantami, którzy walkę z Matrixem przy pierwszym ryzyku zamienią na służbę.

Jeśli spojrzeć na jego wypowiedź przez pryzmat powyższych informacji to trzeba przyznać  że ma chłop sporo racji.

May
10

Apple czyli czkać frajerów

IT

Firma Apple ostrzega przed swoimi słuchawkami! Podczas słuchania muzyki z iPoda skumulowany ładunek elektrostatyczny może nas delikatnie “porazić” w ucho.

Apple zaleca podniesienie poziomu wilgotności w pomieszczeniu i wyjmowanie iPoda z kieszeni najrzadziej, jak to tylko możliwe.

Ta firma osłabia mnie raz za razem :) Nie tak dawno zasugerowała użytkownikom swoich laptopów w których z powodu wady konstrukcyjnej hurtowo pękają obudowy, by ci po prostu nie zamykali klapek z monitorem. Uśmiałem się wtedy jak norka i nie sądziłem, że można przebić ten poziom bezczelności. Jak widzę myliłem się :)

Mar
45

3 dni z iPhonem

IT

iPhone, sprzęt który nie schodzi z pierwszych stron wszelkiej maści gazet branżowych, doczekał się programów w telewizji w trakcie których specjaliści od nowinek pieli nad nim zachwyty, w końcu marzenie wielu zwykłych użytkowników. Od trzech dni mam go na stanie i przyznać musze, że już dawno żaden hardware nie wzbudził u mnie tylu emocji. Osobiscie przez ostatnie kilka lat używałem MDA będacego połączeniem telefonu i palmtopa. Ekran dotykowy, odtwarzacz multimedialny i kilka innych bajerów nad ktorymi zachwycaja się ’specjaliści” mam więc porzerobione i nie robią na mnie wiekszego wrażenia. No, ale wiadomo od czego sa specjaliści. Od gadania bzdur w TV oczywiście.

Dzień 1: Pierwszy kontakt i natychmiastowa miłość. Skonfigurowałem sieć, ustawiłem klienta poczty, zassałem kontakty z komputera, zacząłem zabawę. Na pierwszy rzut poszła poczta. Otwieram maila od znajomej, czytam o zamieszkach w Tybecie i odnajduje link do strony na której umieszczone są szczegółowe relacje. Automatycznie otwiera się Safari, ładuje się strona. W pionie jest trochę mało czytelna więc obracam aparat o 90 stopni. Razem z nim obraca się strona pozwalając oglądać się w formacie panoramicznym. Przykładam do ekranu dwa palce, rozsuwam je, witryna powiększa się ślicznie skalując znaki i elementy graficzne. Czysta poezja. Niby opcje te same co na moim wysłużonym MDA jednak przyznać trzeba że dodatki w postaci skalowani a i obrotu dają duży komfort. Plus dla iPhone.

Wchodzę w kontakty. Znajduję namiar na znajomego do którego mam wpaść wieczorem. Klikam na adres, uruchamia się Google Maps i wskazuje gdzie dokładnie mam się udać. Czysta rozkosz i gwizd uznania.

Ikona Install. Kryje się pod nią całkiem spora gromadka aplikacji przeznaczonych dla iPhone które można pobrać za pośrednictwem Internetu. Całkiem za darmo. Większość z nich to do niczego niepotrzebne gadżety typu cymbałki do mantr, proste gry, czy program do śledzenia menstruacji wybranki. Z nich wszystkich wybrałem i zainstalowałem iPrey aplikacje, przeznaczoną dla wyznawców islamu, która o odpowiednich godzinach zaczyna wyśpiewywać głosem imama pieśni ku chwale Allacha. Dodatkowo zapodałem czytnik RSS o nazwie SmartRSS, który w bajecznie łatwy i ładny sposób dostarcza wiadomości z ulubionych stron. Położyłem się do łóżka. uruchomiłem iTunes, odpaliłem najnowsze Nine Inch Nails i oddałem się robieniu prasówki. Żyć nie umierać, czysta przyjemność.

iPhone

Dzień 2: Postanowiłem podnieść system iPhone’a z 1.1.1 do 1.1.4. Za namową Pstryka, odwiedzam stronę http://pl.ziphone.org i zasysam program o analogicznej do adresu witryny nazwie. Następnie podpinam aparat pod laptopa i korzystając z iTunes zaciągam nowy system. Trwało to koło kwadransa, potem dwie minuty na instalacje, trzy sekundy na klikniecie w odpowiednia opcję, i kolejne dwie minuty wymagane przez krakersa do zdjęcia sim locka i blokady systemu. Wuala. Zabezpieczenia nad którymi ludzie Jobsa siedzieli całymi miesiącami poszły w kosz w ciągu niecałych 20 minut. Nic dziwnego że chłopak boi się wyjść ze swoim Mac OS na szersze wody. Mając takich specjalistów nie sprzedałby nawet 1/1000 tego co Zły Bill.

Uśmiech mi nie schodzi z ust, mam spokojna prace… jak śpiewał swego czasu Jarek Janiszewski. No i kiedy radość miała we mnie eksplodować zaczęły się schody. Jadąc samochodem odebrałem połączenie z którego wynikła zmiana moich planów. Poprosiłem rozmówce o podesłanie za pomocą esesmana numeru telefonu do celu moje podróży. Po chwili odebrałem wiadomość i… mało mnie cholera nie trafiła. Opcja SMS w iPhonie nie posiada podstawowej funkcji jaka jest klikalność znajdującego się w treści wiadomości numeru. Taka możliwość dawała Nokia której używałem w 1999 roku, szok spowodowany jej brakiem był więc dość spory. Postanowiłem zwyczajem jakiego nabrałem przy MDA skopiować numer i wkleić go bezpośrednio do telefonu. Szlak trafiał mnie coraz większy bo zorientowałem się, że mega super duper bajerancki sprzęt pana Jobesa nie posiada opcji Copy/Paste. Przypomnę, opcji którą miał od zawsze mój MDA rocznik 2003… jak że byłem już praktycznie u bram celu mojej podróży złapałem sie ostatniej gałęzi jaka mi przyszła do głowy, zacząłem szukać w książce adresowej telefonu do mojego rozmówcy. I tu już ni e szlak, nie cholera, a kurwica jasna mnie wzięła. Lista ponad 200 kontaktów które zassane zostały z mojego komputera pozbawiona została opcji tak banalnej, że wstyd by mi było spytać o nią sprzedawcą. Wyszukiwarki. Owszem mogę sobie palcem po szybce pomazać szukając odpowiedniego kontaktu. Ale nie w ruchu ulicznym!!! I nie przy takiej ilości danych przelatujących przed oczyma w pięknie, a jakże, animowany sposób!!!


iPhone Copy and Paste from lonelysandwich on Vimeo.

Wieczór spędziłem w totalnej frustracji. Dotarło do mnie, że urządzenie o nazwie iPhone ma tyle wspólnego z telefonem co Polonez w samochodem wyścigowym. Brakuje mu wszystkich niezbędnych do utrzymania kontaktów opcji. Dodatkowo jeśli dany numer jest wpisany do książki z przedrostkiem +48 to owszem jest identyfikowany przez telefon, ale już SMS-y przychodzą nie od konkretnej osoby, ale od ciągu liczb. Zmiana polegająca na wykasowaniu owego przedrostka owocuje imiennymi SMS-ami i telefonami rodem z apelu w Auschwitz…

Dzień 3: Wieczorna decyzja obudziła się rano ze zdwojoną siłą. Sprzedaję to dziadostwo. Wi-Fi, przeglądanie stron WWW, dostęp do Google Maps, odtwarzacza muzyki i filmów znajdę w byle jakim MDA. Mało tego będzie miał on świetnie rozwiązany telefon, a całość zsynchronizuje się z lapsem czy innym komputerem równie dobrze jak produkt Jobsa. Dotykowy ekran, „odkrycie Apple’a”, MDA oferuje od blisko 10 lat. Może nie wygląda tak ładnie jak iPhoine, ale do jasnej cholery, sprzęt ma być użyteczny, a nie robić wrażenie. Co ciekawe, większość funkcji których brak doprowadził mnie poprzedniego dnia do szewskiej pasji znajduje się pod wspomnianym przyciskiem Install, w postaci aplikacji stworzonych przez wielbicieli produktu Apple’a. Czemu więc, skoro sa mozliwe do stworzenia,  sprzęt który jest już na rynku od ponad roku ich nie posiada ich w standardzie? I czemu te doinstalowane znikają po zainstalowaniu nowego systemu?

iPhone

 

W wytłumaczenie jakiego dostarczył mi Kufel – ex Apple NY – wierzyć mi się nie chce. Twierdzi on, że jak na jankeskie standardy iPhone to komórka rodem z kosmosu. Ponoć tamtejsza ludność na co dzień korzysta ze szmelcu rodem z Motoroli który technologicznie stoi na poziomie technologicznym z roku 1992. Uwierzycie? Bo ja nie… nie oni, nie naród techlnolgiami płynący. W koncu to oni wymyślili bombę atomową!!!

PS. Ponoć na początku maja ma pojawić się nowy firmware sygnowany cyferką 2 który zlikwiduje wszelkie trapiące mnie dolegliwości. Poczekam, ale jeśli to kolejna ściema firmy Apple, to przysięgam, że już nigdy nie kupie żadnego produktu z logiem jabłka.

iPhone

Plusy: wygląd, skalowanie okna przeglądarki, wbudowany iPod, automatycznie poziomowanie obrazu, system operacyjny oparty o Mac OS.

Minusy: brak opcji copy/paste, brak wyszukiwarki kontaktów, brak klikanych SMS, brak możliwości forwardowania SMS, brak możliwości kasowania pojedynczych SMS, beznadziejnej jakości aparat fotograficzny, brak opcji zoom w aparacie fotograficznym, brak kamery, brak GPS, brak MMS, brak Flash-a, beznadziejna klawiatura obliczona na palce 12 letniej dziewczynki, błąd słuchawki która po wyjęciu zawiesza głośniki telefonu.