Mar
0

Alicja w krainie czarów

Gry

Bez czarów: Gra przygodowa luźno nawiązująca do fabuły filmu który w równie luźny sposób nawiązywał do książkowego oryginału. Kto czytał Alicje w krainie czarów, znajdzie tu niewiele dla siebie. Fani filmu rozwiną jego wątki. Osoby które nie znają filmu i książki bez zapoznania sie z nimi będą lekko zagubione.

Ta gra to typowy przedstawiciel gatunku który można określić mianem gadżet marketingowy. podobne tytuły mają za zadanie wesprzeć sprzedaż biletów kinowych i dostarczyć dodatkowe dochody twórcom filmów. Cześć z tych gier to gnioty, tak jak na przykład Avatar czy Klopsiki i inne zjawiska pogodowe. Trafiają sie wśród nich perełki takie jak Odlot czy G-Force. Alicja klasyfikuje się niestety blisko Klopsików.

Do scenografii tej gry wykorzystano elementy z filmu. Mowy więc o jej słabości być nie może. Tim Burton to pod tym względem mistrz nad mistrzami. Ciężko mi jednak zrozumieć, czemu wyświetlana jest ona w niskiej rozdzielczości którą ukryć próbowane w “bajkowym” rozmyciu obrazu. W efekcie smaczki oryginału są nieczytelne, a dłuższe obcowanie z grafika meczące. Kolejnym elementem który budzi zdumienie jest sterowanie postaciami występującymi na ekranie. Konia z rzędem temu kto nie pogubi sie w klawiszologii i bez ciągłego zerkania na podpowiedzi na ekranie będzie wiedział jak pchać akcje do przodu. Sprawa tym bardziej dziwna, że Alicja przeznaczona jest raczej dla dzieci. Sytuację ratuje możliwość podpięcia pod komputer pada. Zupełnym nierozumieniem, jest przerobienie bajki o Alicji w grę zręcznościową w której największym wyzwaniem jest szybkie uderzanie w klawisze.

Szkoda, że tak ciekawy temat jak Alicja został w tak ordynarny sposób zamordowany.

Język: polski dubbing
Możliwości: 3
System: Windows XP/Vista/7
Dostawca: www.cdprojekt.pl
Cena: 90 PLN
Opłacalność: 2

PODSUMOWANIE : Gdyby nie scenografia rodem z filmu ta gra nadawałaby sie jedynie na śmietnik
ALTERNATYWA : American McGee’s Alice, G-Force, Odlot

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop
Mar
0

Final Fantasy XIII

Final Fantasy to jedna z najsłynniejszych serii gier. W ciągu blisko dwudziestu lat istnienia na rynku miała wpływ nie tylko na branże gier, ale i literaturę czy film. Jej ekranizacja z roku z 2001 roku była pstryczkiem w nos dla twórców Matrixa, a jakość grafiki w niej użytej wywołała dyskusję nad sensem zatrudniania w filmach aktorów. Gra Final Fantasy XII która zdaje sie iść dobrze znanym szlakiem nowinek i monumentalności. Czy nadąża za tempem jakie nabrały technologie w ciągu ostatnich 10 lat?

No cóż. Pod względem graficznym ta gra nie ma sobie równych. Jeśli nigdy wcześniej nie miało sie do czynienia z tym światem ujrzenie jego scenografii uświadamia na czym polega fascynacja tą serią wśród jej fanów. Ogromne przestrzenie, przepiękna przyroda, industrialne miasta, perfekcyjnie wycyzelowane postacie. To musi sie podobać. Wersja dla Xboxa 360 której jakość delikatnie odbiega od edycji PS3 jest i tak najpiękniej wyglądającą grą na tą konsole. Jakość z jaką ta gra została dopracowana pod względem graficznym jest po prostu niesamowita.

Elementem który zawsze był kulą u nogi japońskich RPG, paradoksalnie uwielbianym przez fanów tego gatunku to system walki. Powstał on w czasach kiedy komputery nie miały mocy obliczeniowej pozwalającej na walkę w czasie rzeczywistym. Oczywistym rozwiązaniem stała sie turowość, która za czasem stała sie standardem pomimo rozwoju technologii. Japońscy autorzy przez całe lata hołdowali temu systemowi. W FFXIII nareszcie z niego zrezygnowano, acz nie do końca. Walka nareszcie wygląda jak należy, jest płynna, a jak na Japończyków dynamiczna. Co prawda nie sterujemy jej przebiegiem a jedynie skazujemy naszej postaci z jakich umiejętności powinna skorzystać, ale i tak jest to prawdziwa rewolucja.

Bez zmian pozostała niestety linearność akcji i brak możliwości eksplorowania ogromnego przecież świata. W efekcie gracz przez ponad dwadzieścia godzin prowadzony jest za rękę bez szansy wyrwania się z ciasnego korytarza rozgrywki. Jeśli wkręci nas poniekąd świetna fabuła i potraktujemy grę jak interaktywny film z Bogiem sprawa. Da sie ja przejść bez uśnięcia. Jeśli zaś nie bawią nas nastolatki ratujące ludzkość, schematyzm walk, i brak możliwości skoku w bok szybko przestanie nam wystarczać doskonała oprawa audiowizualna.

Język: angielski
Możliwości: 3
System: PS3, Xbox 360
Dostawca: www.cenega.pl
Cena: 230 PLN
Opłacalność: 3

PODSUMOWANIE: Pomimo zmian i nowości ta gra wciąż zamknięta jest w getcie wielbicieli japońskiego RPG.
ALTERNATYWA: Fallout 3, Darksiders, Blue Dragon, Lost Odyssey

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop
Feb
Feb
2

Bioshock 2 – przed korektą

Gry

Pierwszy Bioshock był niczym objawienie. Przepiękna grafika w stylu art deco w połączeniu z post apokaliptycznym światem umieszczonym w oceanicznych głębinach wciągały jak wir. Wartka i co ważne inteligentna fabuła sprawiała, że gra będąca wydawać mogło by się banalną strzelaniną stała się wręcz interaktywnym filmem. W doskonałym odbiorze całości nie przeszkadzał staroświecki system rozgrywki i sterowania przywodzący na myśl takie klasyki jak Serious Sam czy Quake. Banalność w poruszaniu się i walce sprawiała, że gracz skupiał ogromną uwagę na przepięknym otoczeniu i historii.

Co ważne, Bioshock był jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą grą która wymagała od gracza dokonywania wyborów moralnych. Małe dziewczynki które stanowiły jedną z osi akcji pobierające tajemniczy specyfik z ciał zmarzłych można było ze wzruszeniem ratować, lub wściekle masakrować. Nasz wybór miał wpływ na przebieg fabuły. Gra stała się ogromnym wydarzeniem i na trwałe zapisała się w almanachach branży.

Wchodząca właśnie na rynek druga część może być odbierana może być dwojako. Osoby oczekujące na to, że autorzy wykorzystując niesłychanie uniwersalny świat jedynki zaskoczą nowymi pomysłami będą rozczarowane. Gracze którzy oczekiwali możliwości eksploracji podwodnego miasta i poznania kolejnej odsłony jego historii będą zachwyceni. Rozrosło się ono o drugie tyle w porównaniu z jedynką. Pojawili się oczywiście nowi przeciwnicy i bronie. Jednak najbardziej fascynujące są postacie rządzące upadłym miastem. Ich filozofia, poczynania, funkcje społeczne ciekawie rozbudowują wizję zaprezentowaną w pierwszym Bioshocku. nie ebz znaczenia jest również, że wcielamy się w postać ojca prącego naprzód w poszukiwaniu swej córki. Emocje jakie uruchamia en wątek są nieczęsto spotykane w kontaktach z elektroniczną rozrywką.

Ta pozycja na pewno nie jest odkrywcza i nie ma siły zaskoczenia jaką porażała jedynka. Z całą pewnością jest jednak pasjonująca pod względem fabularnym. Mało jest gier które prowokują do myślenia o rzeczywistości, manipulacjach jakim jesteśmy poddawani przez cywilizację w której żyjemy, analiz naszego jestestwa,  podejmowanych w życiu decyzji czy ojcostwie i… feminiźmie.

Seria Bioshock jest pod tym względem wyjątkowa. Aż dziwne, że jak dotąd żaden z filmowców nie pokusił się o wykorzystanie niezwykle sugestywnej wizji artystycznej i intelektualnej tego tytułu. Po odpowiednim zbalansowaniu, a wręcz eliminacji przysłaniającego całość elementu sensacyjnego Bioshock mógłby spokojnie konkurować z Blade Runnerem pod względem estetyki scenografii i fabuły.

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop
Feb
2

Dante’s Inferno – przed korektą

Gry

Ta gra miała wnieść nową jakość do elektronicznej. Zapowiadano ją jako pierwszy tytuł który połączy w sobie poważną literaturę ze świetną grywalnością. Czy warto było czekać?

No cóż. Pod względem scenografii, jakości grafiki, dźwięku ta gra rzeczywiście jest rewolucyjna. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że Dante, autor Boskiej komedii z pewnością zachwyciłby się wizualizacją jego prozy. W trakcie rozgrywki oczy atakowane są monumentalnym gotykiem otoczonym piekielnym ogniem i lawą. Przeciwnicy także prezentują się nad wyraz dobrze. Elementem który we wspaniały sposób buduje nastrój, łącząc blisko tysiącletnią książkę z dzisiejszymi czasami są przerywniki filmowe. Średniowieczne ryciny i rzeźby płynnie przeistaczają się w komiksowe kadry rodem z teledysków KMDFM czy okładki do płyty King for a Day… zespołu Fight No More. Podkładem dźwiękowym do całości są stylizowane na średniowieczne chorały. Strona audiowizulana Dante’s Inferno wbija w ziemię i nie pozwala na oddech. Tym większym zaskoczeniem jest, że sama gra to… slasher. Do tego banalny i niesamowicie wtórny.

Rozgrywka opiera się na mordowaniu setek przeciwników. Jedynym łącznikiem gry z książką jest konieczność zwyciężenia piekielnych przeciwników. Odbywa się to jednak za pomocą mało przystających do prozy narzędzi i sposobów. Nasz bohater fika kozły, obala przeciwników na ziemie uderzeniami kos, młotów i mieczy wykorzystując przy okazji arsenał czarodziejskich mocy. Przyznam, że rozgrywka w Dante’s Inferno mocno mnie osłabiła. I to z paru powodów.

Po pierwsze. Gatunek slasherów przeżywa ostatnio renesans. Dante’s trafia na rynek krótko po doskonałym Darksiders i niesamowicie oryginalnej Bayonettcie. Ten pierwszy tytuł też czerpał zresztą z klasyki grozy jaka jest Apokalipsa św. Jana. Granie kolejny miesiąc z rzędu w rzeźnię opartą na identycznych zasadach co poprzednie tytuły wydaje mijać się z celem. Chyba jedynie wyznawcy tego gatunku będą w pełni usatysfakcjonowani. Jednak fakt, że Dante’s nie wnosi nic nowego do sposobu walki działa na jego niekorzyść.

Po drugie: Mam wrażenie, że Electronic Arts ma albo za dużo pieniędzy, albo kiepskich analityków. Nie dalej jak trzy miesiące temu firma ta wypuściła na rynek grę Brutal Legend. Ta oryginalna pod względem rozgrywki, pomysłów produkcja miała pewien feler który przesądził o zaszufladkowaniu jej jako gry “kultowej”. Czyli nieczytelnej dla szerokiego grona odbiorców. Felernym elementem była beznadziejnej jakości grafika, która konkurowac mogła jedynie z fabułą tej gry. Co ciekawe akcja obu omawianych tytułów rozgrywa się w piekle. Połączenie rozwiązań technicznych, zaskakujących zwrotów akcji Brutal Legend z doszlifowaną do perfekcji grafiką i podkładem fabularnym Dante’s Inferno  mogło zaowocować grą roku. Tak się nie stało i w finale na pólkach sklepowych wylądowały dwa przeciętne tytuły.

Powyższą sytuację tłumaczy w pewien sposób ciekawy fakt. Za powstaniem Dante’s Inferno odpowiadają te same osoby które ponad rok temu stworzyły jeden z najoryginalniejszych kosmicznych horrorów w historii nie tylko gier, ale i SF. Mowa oczywiście o Dead Space które obok Mirrors Edge było próbą złamania licznych konwencji, sposobu grania i myślenia jakie pokutują wśród graczy i autorów gier. Obie gry wyszły spod skrzydeł Electronic Arts, obie zebrały doskonałe recenzje i obie poniosły komercyjne porażki. Być może ten aspekt spowodował, że autorom Dante’s odechciało się wysilać?

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop