Feb
6

Darksiders

Joe Madureira to człowiek, który wydźwignął z upadku serie komiksowe X-men, The Ultimates czy Battle Chasers. Jego niebanalna, odważna, dynamiczna, posępna i kolorowa kreska uratowała wspomniane tytuły przed upadkiem. Człek ten kulom się nie kłania, więc nie poprzestał na komiksach i otworzył studio Vigil Games które jak sama nazwa wskazuje zajęło się tworzeniem gier. Darksiders to pierwsza jego produkcja. Drugą, nad którą wciąż pracuje, będzie Warhammer 40,000 Online. Skupmy się jednak nad tym co mamy.

Do naszych rąk trafia gra nietypowa pod wieloma względami. Po pierwsze do mamy do czynienia z klasycznym japońskim światem zamieszkałym przez wszelkiej maści potwory i rycerzy, których zbroje są kilkakrotnie większe od ich ciał. Każdy kto grał w Down Of War wie o czym mowa. Brzmiało by to banalnie gdyby nie fakt, że świat ten jest scenografią do fabuły czerpiącej pełnymi garściami z Apokalipsy św. Jana ze szczególnym uwzględnieniem patentu Jeźdźców Apokalipsy. Wcielamy się w jednego z nich, a konkretnie pana Wojnę. Niestety nasz szef, domyślacie się o kogo chodzi, robi nas w nomen omen konia i po dobrze wykonanej robocie zostawia nas na ziemi i pozbawia boskich zdolności oraz rumaka. Nasze zadanie to oczywiście odzyskanie czworonoga, mocy i sklepanie maski oczywistego osobnika.

Ta gra jest po prostu przepiękna. Wysokiej jakości grafika zwala z nóg. Dopracowane są nawet najmniejsze elementy zbroi. Dynamiki pozazdrościć może jej wiele topowych produkcji. Fabułę pomijam, bo św. Jan słaby w tworzeniu ciekawych historii nie był. Można by jedynie przyczepić się do poziomu trudności. Podstawowy jest mało przyjazny amatorom. Konia z rzędem temu, kto przejdzie tę grę na poziomie Apocalipto.

Feb
1

Bayonetta

Bayonetta to gra, która z pozoru jest klasycznym japońskim slasherem. Tytułowa bohaterka jest wiedźmą, która po latach spędzonych w odosobnieniu stara się przypomnieć sobie jak doszło do jej uwięzienia. By tego dokonać pacyfikuje napotkanych na drodze wysłanników Nieba, korzystając przy tym ze sporego arsenału broni. Banalne? Można by tak stwierdzić, gdyby nie brać pod uwagę stylistyki użytej przez autorów gry.

Od pierwszej chwili czuć wyraźnie, że do czynienia mamy z wyjątkowo perwersyjną zabawą.

Intro jest żywcem wyjęte z serii Rork. Ta psychodeliczna wizja świata autorstwa Andresa zachwyca od lat kreską, sposobem tworzenia historii, oraz niesamowitą scenografią w której sen stanowi część jawy. Autorzy Bayonetty nie zatrzymali się jednak na wykorzystaniu stylistyki Andresa. Poszli dalej i zmiksowali Rorka z innym klasykiem.

RanXerox Stefano Tamburiniego to legenda cyberpunkowego komiksu. Ta rysowana specyficzną, łącząca w sobie mangę i typowo amerykańskie postaci kreską, historia wywołała rewolucję w światowym komiksie wnosząc do niego brutalność i obsceniczność.

Bayonetta to perwersyjne dziecko obu wspomnianych powyżej komiksów. Od strony wizualnej i fabularnej stanowi niewątpliwy dla nich hołd. Elementem, który sprawia, że nie jest li jedynie konsolowym klonem historyjek obrazkowych jest gęsta jak smoła breja japońskiej pornografii, którą polano tę produkcję.

Począwszy od używanych przez główną bohaterkę broni żywcem wziętych z szafy markiza De Sade, poprzez wymyślne urządzenia do tortur będące znakiem rozpoznawczym bondage, skończywszy na pracy kamer, które bezustannie atakują widza zbliżeniami sfer erogennych Bayonetty, mamy do czynienia z niesamowitym, nie tylko jak na świat gier, nagromadzeniem perwersji i przemocy.

Całość stanowi prawdziwe dzieło sztuki, w którym sama gra stanowi jedynie pretekst do zagłębienia się w seksualną orgię.

Więcej o RanXerox

Więcej o Rorku