Nov
0

Minimal vs Świetliki

minimal: Postępująca komercjalizacja zespołu Świetliki powoduje dreszcze u zespołów zależnych. Czego się obawiają?

Grzegorz Dyduch: Ja nie wiem, czy my się komercjalizujemy. Jak sprzedamy 50 tysięcy płyt, to będziemy mogli mówić o komercjalizacji. Zespoły zależne się boją? Myślę, że się nie boją, ale powinny się zacząć bać. Nie wiadomo co będzie, jest płyta, jest fajnie, nie ma jej jeszcze fizycznie, ale jest już nagrana, myślę że będzie fajnie. Ktoś w radiu to puszcza, piosenki są fajne, ale czy mają się czego bać? Piasek niech się boi…

Marcin Świetlicki: … ale on się boi od zarania…

Grzegorz Dyduch: … nie mamy co do tego złudzeń. Chcemy, żeby płyta się spodobała. Jeśli się spodoba to super, jeśli nie trudno…

minimal: Podczas koncertu w CSW w Warszawie prezentowaliście parę numerów z nowej płyty. Czy numer Ptaszku mówi o:

a. Edith Piaff?
b. Kasi Kowalskiej?
c. Marcinie Świetlickim?

Marcin Świetlicki: Tak naprawdę jest o nikim z tych trzech postaci. Jest o grupie społecznej, która się dowala do człowieka. Mówię w nim z pozycji moich wrogów, mówię to, co oni mówią i to jest raczej o nich, a nie o mnie.

Grzegorz Dyduch: Człowiek do siebie nigdy nie mówi “ptaszku”… no chyba że mówi do swojego ptaszka… źli ludzie tak mówią… Ja bym to nazwał inaczej: to jest analiza ludzkich zachowań, zawiści, w stosunku
do osoby która odnosi jakiś sukces na niwie kultury… tak bym to widział…

Marcin Świetlicki: (śmiech)

Grzegorz Dyduch: To jest chyba najbardziej społeczny tekst na tej płycie, dość nawet socjologiczny.

minimal: Jaka będzie ta płyta. Każda z kolejnych była coraz cięższa…

Marcin Świetlicki: Ta nie będzie ciężka.

Grzegorz Dyduch: Jest kryzys gitary, tej gitary ciężkiej, płyta będzie więc lżejsza, a na pewno mniej gitarowa.

Marcin Świetlicki: Jeżeli zaś chodzi o teksty, będzie trochę cięższa od poprzedniej.

Grzegorz Dyduch: Na pewno będzie smutniejsza. Myślę, że będzie to najsmutniejsza płyta z dotychczasowych. Tyle że smutek będzie mniej sentymentalny…

Marcin Świetlicki: …radosny…

minimal: …Kontrolowany…

Grzegorz Dyduch: Nie tyle kontrolowany – po prostu jeżeli wcześniej było dużo o miłości, jakaś nadzieja się tliła, to ta płyta jest raczej zimniejsza. Co nie znaczy, że nie będzie ciepłych elementów, o nie, nie!!! Melodie będą chyba fajne, w końcu to one są ważne w życiu.

Każda płyta jest inna. Wiem, że każdy tak mówi. Wystarczy spotkać się z dowolnym zespołem i spytać o ich nową płytę i usłyszy się “jeeeest koompleetniee innnaaaa!!!, zupełnie nowa, poszliśmy w zupełnie nowym kierunku”.

minimal: …nagraliśmy ją od tyłu…

Grzegorz Dyduch: … po lewej stronie kompaktu… oceny zespołów są niewiarygodne, więc niech lepiej oceni to publiczność, bo o to w końcu chodzi.


minimal: Świeduchowska wydała książkę… jest podobno lesbijką…

Grzegorz Dyduch: W życiu!!! Nigdy się nie zadawała z żadną kobietą!!!

Marcin Świetlicki: To nie jest prawda. Jeżeli się zadawała, to co najwyżej korespondencyjnie.

Grzegorz Dyduch: Oczywiście są mężczyźni, którzy maja dużo kolegów, ona ma na pewno dużo koleżanek…

minimal: …i tworzą zespoły…

Marcin Świetlicki: Nie ma dużo, moim zdaniem nigdy nie miała, no może jak była w harcerstwie…

Grzegorz Dyduch: Właśnie.. w harcerstwie tak… ale żeby była lesbijką? O nie, no chyba, ze ukrywa to przed światem i nami, ale nie sądzę. Kobieta lesbijka nie zachowuje się w ten sposób…

minimal: W każdym bądź razie wydała książkę która bardziej wstrząsa warszawką niż Krakowem. Jak to się dzieje? Czy “stolicznicy” są bardziej wrażliwi na sztukę i piękno słowa?

Grzegorz Dyduch: Ja wiem czy warszawką tak wstrząsa? Wie pan, w Krakowie też parę osób ma za złe autorce, że coś takiego powstało. W “Rzeczpospolitej” pewien pan napisał, że ta powieść jest wulgarna… jestem mu bardzo wdzięczny za tę recenzję, bo lepszą trudno sobie wyobrazić. Oczywiście, jest to nieprawda, ale zachęca do kupienia książki.

Ja myślę, że Warszawa patrzy na to tak samo powierzchownie jak cześć Krakowa, która traktuje tę powieść jako środowiskową co jest absurdalne. Szukają klucza, a kogo dziś obchodzi klucz do Wesela? Do Wyspiańskiego tez mieli pretensje, ze opisał sobie wesele znajomego, a to nie o to chodzi. Więc jeśli ktoś szuka klucza i go to bawi, to bardzo proszę…

minimal: Ale pierwsze porównania do Wesela już są. Sam ją odbieram jak Wesele naszych czasów, czyszczenie kich mijającej epoki.

Grzegorz Dyduch: Ja bym chciał, żeby tak było, tak to autorka widzi. I choć nie do końca to było jej intencją, to chyba tak jest. Ja myślę, ze jest to szlachetna tradycja i jeśli pan tak to odbiera, to znaczy, że jest pan inteligentny i jesteśmy za to wdzięczni. Mówię poważnie, jeśli ktoś traktuje tę książkę jako Wesele końca XX wieku i początku XXI, to jesteśmy bardzo wdzięczni i możemy mu postawić małą wódkę – nie za dużą, żeby nie przesadzać.

Coś w tym jest, bo istnieje w niej rzeczywistość bardziej lub mniej przepoczwarzona i na tej bazie dzieją się różne historie.

Natomiast co do skandalu… różnie ludzie reagują. Słów brzydkich jest niewiele, raz jest słowo “kurwa”, raz “skurwysynu”, raz “spierdalać”, potem długo, długo nic i pojawia się słowo erekcja.

minimal: Ano właśnie, czy nie jest to zastanawiające, bo mnie zaskoczyło, że w kraju w którym wszystko postawione jest na głowie, korupcja i przemoc szerzy się naokoło, a ludzie oburzają się na słowo “pierdolić”? Przecież to jest po prostu żenujące.

Marcin Świetlicki: A sami robią tak brzydkie rzeczy…

Grzegorz Dyduch: Co by nie mówić, ta książka stoi jednak po stronie wartości. A to, że pada tam brzydkie słowo i powoduje ono konsternację, świadczy o zakłamaniu i tu się z panem zgadzam. Może to jest największy skandal, że płynie z niej ponura historia o wydźwięku takim, że nie jest dobrze i trzeba uważać, bo śmierć się czai za rogiem. Nie w sensie bandyty z nożem, bo to się może zawsze przydarzyć, ale koniec jednaki.

Marcin Świetlicki: i teraz wrzućmy jakiś cytat o śmierci…

Grzegorz Dyduch: “Bo budzi się mściciel…”?

Marcin Świetlicki: nieee coś innego…

Grzegorz Dyduch: Mam sobie coś o śmierci przypomnieć teraz??? “Chłód i ciała gniecie…”?

Marcin Świetlicki: Nieee, zresztą nieważne jakiś mi przyszedł i wyszedł od razu. Zapomnij.

minimal: Czy to prawda, że zespół Świetliki nagra muzykę do trzeciej edycji Big Brothera?

Grzegorz Dyduch: Hmm gdyby tam zamknąć sławnego aktora, polityka…

minimal: …prymasa…

Marcin Świetlicki: Prymasa nie, on ma swoje tłumy..

Grzegorz Dyduch: Gdyby tam byli ciekawi ludzie, to tak.

minimal: A gdyby tak zamknąć na miesiąc Sejm i Senat?

Grzegorz Dyduch: O nie, politycy w tym sensie nas nie interesują, są jeszcze gorsi… Bez przesady, żebym się Lepperem przejmował. Ale jakby tam zamknąć ikony pop kultury polskiej, Marka Kondrata, Marylę Rodowicz, Andrzeja Wajdę, Tomasza Kamela i obserwować ich interakcję to mogło by być ciekawe. Big Brother jest OK, jak ktoś lubi to niech ogląda, ale nie dajmy się zwariować. Ale wie Pan, zespół De Mono, który – z całym szacunkiem – mówi, że gra muzykę popularną, to niechże ją grają w Big Brotherze, ale niech to przestanie być takie cholernie kwadratowe. Proszę bardzo, niech grają nawet do Big Brothera 97…

Marcin Świetlicki: Ja myślę, że muzyka popularna to taka która mnie się podoba, bo to dotyczy również…

Grzegorz Dyduch: … inteligentnych ludzi…

Marcin Świetlicki: …a jeśli tak, to zespół De Mono nie gra muzyki popularnej.

Grzegorz Dyduch: Więc my chyba nie zagramy w Big Brotherze, no chyba że będzie się dział wśród ludzi sławnych lub wśród mrówek.

minimal: Co z działalnością poza świetlikową. Users…

Marcin Świetlicki: Usersi się rozlecieli, było 6 członków, z tego jeden nie żyje, inni są skłóceni, zostałem jedynym Usersem w tej chwili. Z Pidźamą będę wystepował…

Grzegorz Dyduch: …z Oczami Czarnymi występowałeś!!!

Marcin Świetlicki: Występowałem z Oczami Czarnymi i jestem bardzo dumny z tego, że byłem wokalistą dziewczęcej grupy.

minimal: Jakie to doznanie mieć za plecami takie fajne kobitki?

Marcin Świetlicki: Obok, za plecami.. potwornie mi się podobało, zwłaszcza że były ich cztery, podobała mi się każda i nie mogłem się zdecydować na której się skupić.

Grzegorz Dyduch: A w zespole masz czterech chłopców i nie podoba ci się żaden…

minimal: I stąd saksofonistka, która pojawiła się na koncercie?


Grzegorz Dyduch: Saksofonistka to już zupełnie inna historia…

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop
Nov
0

Minimal Bros vs Max Cavalera

Max Cavalera – ex lider legendarnej Sepultury – odwiedził nasz pikny kraj przy okazji koncertu jego nowej formacji czyli Soul Fly. Spotkaliśmy się z Maxem w warszawskim Mariocie i przemilczając mega bogolskie otoczenie przeszliśmy do rzeczy. Max wyczuł chyba fluidy i na nasz widok zmienił szybko koszulkie Faith No More na sliczny tiszert Sex Pistols.

Minimal Bros: Czy powrót do prymitywu (back to the primitive) to jakaś większa akcja czy tylko tekst utworu? Kryje się za tym coś głębszego?
Max Cavalera: To kontynuacja mojej pracy, bardzo lubię Primitive. Pierwszy album Soulfly był swoistego rodzaju rozliczeniem się z demonami związanymi z pracą w Sepulturze i smiercią Dany.Primitive to zupełnie inne brzmienie, swoista kontynuacja mojej pracy – bardziej ekscytująca pod względem artystycznym.

Minimal Bros: Dlaczego przeniosłeś się z Brazylii do Stanów?

Max Cavalera: Przede wszystkim dla dobra mojej rodziny. Chcę dać moim dzieciakom to, czego ja nie miałem. Szansę poznania innego, lepszego stylu życia, bo jednak tam, gdzie teraz mieszkamy, żyje się lepiej niż w Brazylii. Ta przeprowadzka była więc czymś w rodzaju poświęcenia dla moich dzieci. Poświęcenia? Dokładnie – przecież ja kocham Brazylię. Gdybym miał wybór, wolałbym mieszkać właśnie tam. Dlatego nazywam to poświęceniem.

Minimal Bros: Dlatego, że jest Twoim domem?

Max Cavalera: Tak, tam jest mój dom, tam się naprawdę gra w football – w Ameryce nie ma ani footballu, ani ryżu z fasolą, nic z tych rzeczy, do których przywykłem i które kocham. Ale jest ok., W końcu żyję tam już dziesięć lat, więc się przyzwyczaiłem.

Minimal Bros: Lubisz punka?

Max Cavalera: Bardzo!

Minimal Bros:Cała ostra muzyka, jaka teraz rozwija się na świecie, tak naprawdę miała swój początek w rewolucji punk rockowej. Czy widzisz te powiązania z korzeniami punka w swojej muzyce czy też jest to już tak dalekie powiązanie, że na to nie zważasz?

Max Cavalera: Wychowałem się na metalu i punk. Sex Pistols, Discharge, GBH, English Dogs są moimi najbardziej ulubionymi kapelami. Ostre brzmienie Soulfly i Seputury to z pewnością mieszanka punkrocka i hard core. Dlatego tak wielu fanów hard core również lubi Sepulturę i Soulfly bo oba zespoły pozostają pod wpływem tego rodzaju muzyki.

Minimal Bros: Czy w dalszym ciągu jest szansa na taką światową rewolucję, jaka miała miejsce w latach 70 – tych? Szansa na to, że ludzie wyzbędą się potrzeby słuchania kaszany i zaczn± szukać tego, co w muzyce jest istotne naprawdę?

Max Cavalera: Nie sądzę, żeby pewni ludzie zaczęli słuchać lepszej muzyki, mam jednak nadzieję, że może, choć część z nich zmieni swoje preferencje. Kasza jest ludziom dostarczana przez MTV i inne komercyjne stacje, ludzie
są już przejedzeni takimi wykonawcami jak Britney Spears, Backstreet Boys i resztę tego gówna, które powiększa się z każdym kolejnym rokiem.

Ale dla mnie to się wogóle nie liczy, to jest zupełnie inna planeta niż ta, na której ja żyje. Ja wciąż uwielbiam słuchać hard core, hevy metal, rock i punk i ta muzyka wcale nie jest martwa – przeciwnie, teraz jest żywsza niż kiedykolwiek, staramy się trzymać ją przy życiu.

Minimal Bros: Jak można sprawić, żeby ta planeta się rozrastała? Żeby coraz więcej ludzi ceniło prawdziwe wartości?

Max Cavalera: … Cóż, sądzę, że najważniejsze jest to, żeby nie zapominać o korzeniach, o zespołach, które te wartości tworzą. Ja osobiście staram się nie przestawać słuchać dobrych kawałków, nawet jeżeli powstały 20 lat temu. Nie odchodzę od tego, co kocham.

To muzyka, którą cenię i której oddaję hołd każdego dnia. Tworz±c nasze utwory, pamiętamy o tym, co stanowi podstawę naszej sztuki – zdajemy sobie sprawę z tych wpływów i pielęgnujemy je, żeby wciąż pozostawały żywe. No, i oczywiście, codziennie gramy, żeby zyskać więcej fanów.

Im szersze będzie ich grono, tym lepiej. I jeżeli istnieje taka możliwość, żeby “przekabacić” choćby jedną osobę tak, żeby przestała słuchać Backstreet Boys, a zaczęła Soufly albo Deaf Tong, czy innych wartościowych kapel, to jest to zwycięstwo. Nawet, jeśli chodzi o jedną jedyną osobę.

Minimal Bros: A czy dobrym sposobem nie jest mieszanie tego, co najlepsze w modnym teraz brzmieniu z elementami heavy metalu i hard core, czy hip hopu? Czy to nie przyciągnęłoby fanów?

Max Cavalera: Tak, sądzę, że to mogłoby przyciągnąć ludzi, dlatego, że jest mnóstwo ciekawych kawałków, na przykład hip hopowych, które można z powodzeniem zmiksować z mocnym brzmieniem. Na płytach Soufly lubię mieszać hevy metal z hard core, reggae, a nawet spiritual, perkusja i tribal. Przesłanie Soufly jest eksperymentalne, ale mocne brzmienie jest po prostu mocne i nigdy nie wymięka.

Minimal Bros: Co to znaczy “pocha”? (śmiech)

Max Cavalera: … Pocha… (śmiech)

Minimal Bros: Praktycznie na każdej twojej płycie, słychać to słynne: “pocha”…

Max Cavalera: (śmiech) Pocha to jak “fuck”, jak “shit”. Właściwie nie da się tego przetłumaczyć. Można powiedzieć, że najlepszym jego synonimem jest angielskie “cum”. Ale tak naprawdę nie da się tego przetłumaczyć. W każdym razie jest to przekleństwo

Minimal Bros: Czy chcesz, żeby Twoja córka poznała tę muzykę? I te słowa? (śmiech)

Max Cavalera: Pewnie, uczę moje dzieci “brzydkich” słów po portugalsku. Przecież i tak by je poznały. To tak, jak w Ameryce mówi się “shit” albo “damn” lub “bastard”. To tylko słowa. Myślę, że to nawet zabawne. Sam chciałbym poznać jak najwięcej tego typu określeń w różnych językach. Może ktoś mnie nauczy czegoś pikantnego po polsku? (śmiech)

Minimal Bros: Właśnie znalazłeś nauczyciela (śmiech). Jeżdżąc po świecie obserwujesz i spotykasz się z wieloma ludźmi… Wiadomo, istnieją przepaści pomiędzy krajami, a sami fani wywodzą się z całkiem różnych środowisk? Jak to wygląda? Czy wpływa to na czytelność muzyki wśród odbiorców?

Max Cavalera: Nie, nie sądzę. Fani muzyki tego rodzaju są ludźmi, których łączy wręcz fanatyczna lojalność. To coś, co w nich uwielbiam. Zdarza się, że są dobre, popularne kapele, które jednak nie mają tak zwanej “bazy” fanów. Na przykład Limp Bizkit… Podoba mi się, że Soulfly nigdy nie straci swoich fanów – oni są po prostu obsesyjnie wierni – zaangażowani, tatuaże, fanatyzm. Szanuję ich i staram się zawsze dać im to, co najlepsze – dobrą muzykę i brzmienie za każdym razem lepsze niż poprzednio. Tak samo jest z koncertami – każdy następny musi być lepszy, każda płyta doskonalsza, to bardzo, bardzo ważne. Kocham naszą publiczność. Jest najlepsza.

Minimal Bros:Co sądzisz o kapelach typu Blink 182, kapelach, które są uważane przez media za punkrockowe, a zdobywają laury w popowych stacjach typu MTV?

Max Cavalera: Nie podoba mi się to – dla mnie to już nie jest punk. Dead Kenedys to bardziej punkowe brzmienie, nie dla grzecznych dziewczynek. To było coś! Ale wszystkie te kapele to moim zdaniem nic innego jak pop. Muzyka popularna. One są jak owce która przywdziewają skórę wilka. Skóra spada, a pod nią widać tylko owcę.

Nie podoba mi się żadna z tych kapel. Dlatego właśnie wciąż słucham moich starych płyt – teraz nie ma nic równie dobrego. Myślę, że najbardziej godne zainteresowania są te grupy, które mają jakieś korzenie. System of a Down i Slikpnot, Slayer. Kapele takie jak Blink 128 to nie punk – oni są od tego tak dalecy, że nawet nie wiedzą co punk rock oznacza.

Minimal Bros: Czy fakt, że takie postacie jak Biafra nagrywają muzykę na przykad z Ministry daje nadzieje na to, że rynek muzyczny będzie drążony przez ludzi, którzy wyrośli na ruchu punkowym lat 70-tych i 80-tych i że w dalszej perspektywie coś zmieni się na rynku muzycznym i w sposobie myślenia ludzi?

Max Cavalera: Tak, mnóstwo jest ludzi, którzy łączą muzykę starych, dobrych czasów z najnowszymi trendami, i tworzą coś naprawdę dobrego. Biafra i Ministry – to było ekscytujące. Mocna muzyka przetrwa, przetrwa nawet te gówniane trendy. Przetrwamy, bo nasza muzyka ma w sobie pewien rodzaj głodu – głodu życia. I jest inna, niż cokolwiek poza nią!

Za pomoc udzieloną w trakcie wywiadu dziekuje Monice Kozakiewicz i Markowi Wróblowi

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop
Feb
5

Minimal Bros vs Leszek Możdżer

Z najlepszym polskim pianistą jazzowym (według ankiety czytelników miesięcznika “Jazz Forum”) Leszkiem Możdżerem udało nam się porozmawiać po jednym z jego recitali. Podczas koncertu kilka osób wyszło z sali.

Minimal Bros: Jak się czujesz, kiedy podczas Twojego występu ludzie opuszczają salę koncertową?

Leszek Możdżer: Ja wysyłam pewną energię do ludzi. I chciałbym, żeby to była najwyższa, najpiękniejsza, boska energia. Otworzyć się i dać ludziom coś pięknego. Jeżeli ktoś wychodzi, to znaczy, że on na tę energię nie jest otwarty. Ja nie wiem, czy ta moja energia jest taka natchniona i właściwie jak trzeba, ale mnie to cieszy, bo znaczy, że sala opróżnia się z ludzi, którzy nie chcą słuchać mojej muzyki, nie chcą się ze mną kontaktować. Mam komfort grania dla ludzi, którzy chcą tego słuchać. Jest to sytuacja bardzo dobra, że ludzie wychodzą.

Minimal Bros: Podczas występów jesteś niezwykle skoncentrowany. Wygląda to tak, jakby muzyka była dla Ciebie czymś najważniejszym. Czy tak jest rzeczywiście?

Leszek Możdżer: Ja bardzo dużo spędzam czasu na muzyce, ale muzyka to nie jest sens mojego życia. Sensem mojego życia jest obserwowanie świata, jakiś tam własny rozwój, a muzyka jest jednym z wehikułów, którym się poruszam. Generalnie muzyka, pomimo tego, że wypełnia cały mój czas, to nie jest całym moim czasem.

Minimal Bros: Czy, kiedy grasz, to jest tak, że muzyka wypływa z Ciebie, czy to jest rodzaj energii, którą otrzymujesz jak gdyby z zewnątrz?

Leszek Możdżer: Jest to możliwe. Jest to możliwe, bo doświadczyłem tego wielokrotnie i artyści wybitni też o tym mówią, ze jest coś takiego. Jest jakaś energia większa od nas i artysta jest tylko soczewką na scenie. Dlaczego przychodzi pięć tysięcy ludzi na koncert, albo pięćset, albo dwa? Oni nie przychodzą tylko posłuchać muzyki, oni chcą czegoś więcej. Z tym, że żyjemy w takim świecie, że nie czujemy tych energii przepływających, nie zdajemy sobie z nich sprawy, mimo że one przepływają bez udziału naszej świadomości, ale przy pewnym rozwoju i zwróceniu na to uwagi zaczynamy czuć to, co się dzieje między ludźmi, że coś przepływa albo nie przepływa i zaczynamy wiedzieć, co się z nami dzieje.

Minimal Bros: Jak doszło do nagrania płyty Kur Polovirus?

Leszek Możdżer: Jak doszło do nagrania? Nie ja wymyśliłem ten projekt, ten projekt wymyślił Tymon Tymański i on zaprosił mnie i wszystkich innych muzyków, on napisał wszystkie kawałki i teksty, tak że to jest pytanie do niego. Zadzwoniono do mnie, że jest taka propozycja, ja się oczywiście ucieszyłem. Trochę się bałem, bo nie wiedziałem, na ile Tymon przypali bezpieczniki, ale w sumie wyszło bardzo fajnie. Ja właściwie wszedłem do studia i na bieżąco grałem do tego, co usłyszałem na taśmie i to oczywiście miało wpływ na to, jaki ostatecznie powstał utwór, jaki miał ostateczny kształt. Ale w moim przypadku nie ćwiczyliśmy tego technicznie.

Minimal Bros: Czy widzisz jeszcze szanse dla Miłości?

Leszek Możdżer: Wydaje mi się, że to jest etap zamknięty, ale… No wiesz, szanse zawsze są. Kwestia tylko otwarcia się na to itd. Myślę, że jest to etap zamknięty, ale pewnie będzie jakaś taka trasa wspominkowa, którą kiedyś tam zagramy w starym składzie, żeby przypomnieć sobie, jak to kiedyś było fajnie. Bo to była fajna orkiestra, naprawdę. Polecam państwu zresztą ostatnią płytę Miłości z Lesterem Bowie, nieżyjącym już niestety. Świetna płyta, pomimo, że jest brzmienie troszeczkę niedopracowane, jest przesterowane troszeczkę, ale jest to świetna płyta.

Minimal Bros: Jakiej muzyki słuchasz?

Leszek Możdżer: Ostatnio słucham Milesa Davisa, a słucham różnych rzeczy. Akurat teraz w samochodzie mam zapakowany cały zestaw płyt Milesa. A tak to klasyki jazzu, etnicznej muzyki, Prokofiewa lubię…

Za pomoc w wywiadzie dziękuję Magdalenie Walusiak.

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop
Nov
2

Minimal vs Trzaska i Świetlicki

Mikołaj Trzaska i Marcin Świetlicki to jedne z najbardziej świetlistych gwiazd muzyki ostatniej dekady. Wyjątkowo płodni twórcy, którzy wnieśli do polskiej kultury powiew świeżości i intelektualnego fermentu. Związani z najistotniejszymi projektami muzycznymi naszej sceny ostatnich lat, takimi jak Miłość, Trupy, Świetliki, The Users i Kury, że wspomnę te najbardziej znane. Współkreowali ambitne i niezależne nurty muzyczne, stając się postaciami kultowymi. Spotkaliśmy się z nimi przy okazji koncertu w warszawskim Teatrze Małym, podczas którego prezentowali materiał z płyty będącej owocem ich spotkań, zatytułowanej Cierpienie i wypoczynek. Jest ona rejestracją studyjną niezwykłego materiału koncertowego, w którym muzyczny duet Świetlicki/Trzaska nadaje nową jakość tekstom i muzyce obu artystów.Trzaska: Żeby nie przedłużać – od razu zacznę od płyty Cierpienie i wypoczynek… Ja jestem muzyk jazzowy, a Świetlicki jest śpiewak rockowy. To trochę jest tak, że miałem ochotę na trzeci gatunek. Jestem jak znudzony mężczyzna, który spróbował już kobiet, po jakimś czasie spróbował chłopców, a teraz ma ochotę spróbować zwierząt i znalazł spełnienie. I gatunek, który razem prezentujemy, w stu procentach mnie zadowala i daje mi pełnię szczęścia, nie licząc mojego życia rodzinnego, które jest dla mnie najważniejsze.

Świetlicki: To jest przyszłość muzyki, tylko że w tej przyszłości znajdzie się Trzaska i znajdzie się Świetlicki. To jest przyszłość, która umrze razem z nami. Nie ma przyszłości, bo jednakowoż nie wiem jak Mikołaj, ale ja jestem punkowcem. Hasło – No Future – jest mi bliskie, to znaczy, że przyszłość jest, ale nie dla każdego. O! na tej zasadzie, są tysiące osób, dla których nie ma przyszłości.

Minimal Bros: Jak to jest, gdy przestaje się chodzić a zaczyna jeździć taksówką?

Świetlicki: Hmm, ja mieszkam strasznie daleko od centrum i w pewnym momencie uznałem, że żadnymi nocnymi autobusami. I jeżdżę taksówkami, chociaż mnie nie stać na nie, ale kiedy mnie nie stać na taksówki, to wchodzę do ulubionej knajpy, a mam ulubionych knajp około dwudziestu w Krakowie i mówię barmanowi, że chcę wrócić do domu i on wyjmuje pieniądze, i nie zawsze chce, żebym oddawał później. Na tym to polega, wolę jeździć taksówkami, bo taksówkarze jadą wolno, ale przynajmniej dojeżdżają na miejsce, a z autobusami różnie to bywa. W taksówce jestem sam, taksówkarz ma bezbronne plecy, ja mam nóź, sytuacja jest czysta.

Minimal Bros: Słyszeliśmy, że planujecie ogromne tournee… ;)

Świetlicki: O tak, to jest ogromne tournee, w tym roku planujemy około dwustu tysięcy koncertów, ale na razie zagraliśmy pięć.

Trzaska: Ta płyta jest wynikiem naszych doświadczeń koncertowych, jest spontaniczna i zachowuje charakter koncertów. Cała muzyka, nie licząc tekstów, powstała na koncertach i zaczęliśmy grać koncerty, zanim umówiliśmy się, jaka to będzie muzyka. Postanowiliśmy, że będzie to powstawało w robocie i dlatego nie uważam się za autora muzyki, tylko dzielę to autorstwo z Marcinem, który, choć nie umie na niczym grać, to jest muzykiem. To wyjątkowy przykład. Jeszcze tylko dodam, że na płytę zaprosiliśmy paru gości i zagra między innymi Ewa Bem…

Świetlicki: … zagra w tej bardziej inteligentnej części.

Trzaska: Dodam, iż jest to materiał przemyślany który nas dwóch z Marcinem zjednał i którym warto się podzielić.

Minimal Bros: Co z ukochanym zespołem wszystkich zbieraczy MP3? Czy The Users żyć będzie, czy umarło i się nie podniesie?

Świetlicki: Mamy kwiecień i w miesiącu kwietniu zespół Users zagra dwa koncerty. Jeżeli te dwa koncerty okażą się udane, to zespół The Users nie umrze. Ale z zespołu Users może powstać nowy zespół, bo wszystko jest możliwe, rozmyślam dużo o płycie, która byłaby hołdem dla zespołu Kryzys, gdyż w The Users wykonujemy parę numerów z repertuaru Kryzysu na naszych koncertach, nic nie stoi więc na przeszkodzie, by nagrać płytę, która byłaby hołdem dla moich młodzieńczych fascynacji. Musze podkreślić – Kryzys to taki zespół, że jak usłyszałem go na koncercie w roku 80 na w Rotundzie w Krakowie, to pomyślałem, że ja bym chciał grać w tym zespole, choć ja nic nie umiałem wtedy, ale miałem sporo entuzjazmu. Teraz nie mam entuzjazmu, ale dotknąłem już Brylewskiego.

Minimal Bros: Czy nie ma rozdarcia miedzy tymi wszystkimi projektami? To są Świetliki, Miłość, The Users i tak dalej… Czy nie jest to bolesny rozziew?

Świetlicki: To jest bardzo bolesne i wynikają z tego całkiem inne pieniądze, w każdym przypadku. I jest częstszy i ostrzejszy ból, niż podczas dziewięciu miesięcy ciąży, jak myślę.

Trzaska: Jest to bolesne, bo chciałoby się tak wiele zrobić, a życie jest za krótkie, by wszystkie plany zrealizować. Coraz szybciej to wszystko idzie i jestem przerażony, bo praktycznie taka muzyka jak punkowa przyrosła do ludzi młodych, a przynajmniej w moim mniemaniu wciąż młodych się trzyma. I jak myślę o tych czasach (Kryzysu), to wspominam siebie jako bardzo małego, który chodził na te koncerty, a teraz mam taki zaszczyt, że gramy utwory tego zespołu i grają z nami muzycy z tego zespołu, i się z nimi stykamy różnymi częściami ciała. A czasami czuję się tak, jakbyśmy dotykali mumii i że nie ominie nas zemsta faraonów, i padniemy wszyscy na grzybicę albo inny wynalazek.

Świetlicki: Ale z drugiej strony niczego bardziej pozytywnego w życiu nie doznałem. I tak się kończy gadanie o noł fjuczer…

Trzaska: Mnie się zawsze fjuczer kojarzyło z czymś nie najlepszym i zawsze marzyłem, żeby energia Miłości i wszystkich zespołów, w których grałem, była punk rockowa. Ja tęsknię za energią punk rocka, podejściem do życia. Ja pamiętam zapach tego buntu i marzę, żeby wróciła ta atmosfera, ten zapach pozytywnego fermentu.

Minimal Bros: Co sadzicie o potencjalnym Fryderyku dla Andrzeja Wajdy?

Trzaska: A dajcie mu spokój, taki był z niego świetny reżyser, a teraz robicie z niego gwiazdę pop kultury…

Świetlicki: Zwłaszcza Panna Nikt… hmm…

Trzaska: … i film o narkomanach – Kanał, bardzo fajny. Mnie jest żal Wajdy, bo jak robił spokojnie filmy, to wszyscy go mieli w nosie, ale jak dostał po głowie tym kradzionym Oscarem, nagle wszyscy zapałali do niego chorą miłością. Mnie jest go żal, bo kocham Wajdę.

Świetlicki: Wczoraj w “Tygodniku Powszechnym” zrzuciliśmy się na wódkę i przyszedł do nas Andrzej Wajda do pracy. Dałem 10 złotych na tę wódkę, a wypiłem zaledwie małą pięćdziesiątkę i mam straszny żal…

Trzaska: … ale Wajdy mi żal, bo człowiekowi, który uprawia w cichości swój zawód przez cale życie, zrobiono krzywdę. Cichy, skromny…

Minimal Bros: …i nie poszedł nigdy na układy…

Trzaska: … o tym by można było rozmawiać, bo Wajda był jakimś wentylem z dawnych czasów i dobrze, bo lepiej być wentylem niż czymś większym i grubszym.

Świetlicki: Wajda zrobił genialny film o jazzowym perkusiście, którego grał Łomnicki…

Trzaska: … ależ oczywiście, ale to nie był film o prawdziwych ludziach, tylko o czarodziejach.

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • email
  • Forumowisko
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Twitter
  • Wykop